Tanie węgierskie linie Wizz Air uruchamiają loty do USA. Przewoźnik dostał już zgodę od amerykańskich władz i chce wykorzystać ją przy okazji dużych wydarzeń sportowych, przede wszystkim tegorocznego mundialu. Nie chodzi jednak o regularne połączenia transatlantyckie. Linia jasno przyznaje, że nie zamierza wchodzić na rynek klasycznych lotów między Europą a Stanami Zjednoczonymi i skupi się głównie na okazjonalnych operacjach, które mają przynosić zysk bez konieczności budowania całego segmentu dalekodystansowych połączeń.
Wizz Air uruchamia loty do USA?
Na początku marca spółka Wizz Air UK otrzymała tzw. Foreign Carrier Permit, czyli zgodę na loty do USA w ramach zasad Open Skies. Procedura przebiegła szybko, bo od momentu złożenia dokumentów do wydania decyzji minęło zaledwie kilka tygodni. Uzyskanie praw przewozowych od razu uruchomiło pytania o regularne połączenia do Stanów Zjednoczonych. Wizz Air studzi jednak oczekiwania. Już wcześniej przedstawiciele przewoźnika podkreślali, że takie plany nie są nawet brane pod uwagę. Według kierownictwa linii problemem nie jest sam zasięg samolotów czy formalne możliwości uruchomienia takich tras, bo przewoźnik jest w stanie zorganizować regularne loty za ocean, ale po prostu nie chce tego robić. Chodzi przede wszystkim o model biznesowy.
Czytaj też: Wizz Air planuje loty do USA. To już druga taka próba
W rozmowie z „WirtschaftsWoche” dyrektor handlowy grupy Ian Malin stwierdził, że rynek połączeń między Europą a USA już i tak jest mocno przepełniony, a dodatkowo przewoźnicy działający na tych trasach opierają rentowność na sprzedaży drogich biletów premium, które pozwalają finansować tańsze miejsca w klasie ekonomicznej. Taki sposób działania nie pasuje jednak do strategii Wizz Aira, który od lat bazuje na prostym modelu niskokosztowym. Malin zwrócił też uwagę na kwestie operacyjne. Według niego loty do USA wykonywane z Europy Wschodniej byłyby technicznie mało efektywne i dlatego linia nie chce budować regularnej siatki połączeń transatlantyckich.
Brak regularnych tras nie oznacza jednak całkowitej rezygnacji z kierunku amerykańskiego. Wizz Air widzi potencjał w lotach eventowych i chce wykorzystać swoje nowe Airbusy A321XLR do okazjonalnych lotów związanych z największymi wydarzeniami sportowymi. Najważniejszym projektem mają być tegoroczne mistrzostwa świata w piłce nożnej, które odbędą się w USA, Kanadzie i Meksyku. Przewoźnik bierze pod uwagę również igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku. Zdaniem linii takie operacje mogą być rentowne i jednocześnie obarczone znacznie mniejszym ryzykiem niż regularne połączenia całoroczne.
Czytaj też: Igrzyska olimpijskie 2036: jaki jest koszt igrzysk olimpijskich?
Wizz Air podkreśla, że okazjonalne czartery mieszczące się w zasięgu A321XLR są jedynym odstępstwem od obecnego modelu działalności. To ważne, bo przewoźnik nie chce tworzyć nowego segmentu biznesu ani kopiować strategii tradycyjnych linii lotniczych. Zamiast tego zamierza wykorzystywać pojedyncze okazje rynkowe tam, gdzie może zarobić bez konieczności utrzymywania stałej siatki dalekodystansowych tras.
Wizz Air ograniczył zamówienie na Airbusy A321XLR
Airbus A321XLR od początku wzbudzał duże zainteresowanie w branży lotniczej. Samolot został zaprojektowany właśnie z myślą o dłuższych trasach, które do tej pory często wymagały użycia znacznie większych maszyn szerokokadłubowych. Dzięki temu linie lotnicze mogą uruchamiać połączenia między mniejszymi lotniskami lub testować nowe kierunki przy niższych kosztach operacyjnych. W przypadku Wizz Air pojawiały się więc spekulacje o możliwych regularnych lotach do USA jeszcze zanim przewoźnik oficjalnie zdobył prawa przewozowe.
Ostatecznie linia mocno ograniczyła jednak swoje ambicje związane z tym modelem samolotu. W ramach reorganizacji i wygaszania działalności Wizz Air Abu Dhabi przewoźnik zmniejszył zamówienie na Airbusy A321XLR. Jeszcze wcześniej plan zakładał odbiór 47 takich maszyn, ale liczba ta została ograniczona do 11 samolotów. Linia koncentruje się obecnie przede wszystkim na swojej podstawowej działalności w Europie, a nie na rozwoju operacji dalekiego zasięgu.
Dodatkowo przewoźnik nadal mierzy się ze skutkami problemów technicznych dotyczących silników GTF. Akcja serwisowa wpłynęła na wyniki finansowe firmy i przez długi czas ograniczała dostępność części floty. W czwartym kwartale ubiegłego roku Wizz Air zwiększył stratę operacyjną z 75,9 mln euro do 123,9 mln euro. Powodem były między innymi utrzymujące się problemy związane z silnikami GTF. Według Iana Malina sytuacja zaczyna się jednak stopniowo poprawiać. Menedżer powiedział, że wcześniej problem obejmował prawie jedną trzecią całej floty, a obecnie dotyczy około 30 z 261 samolotów.
Linia musi jednocześnie mierzyć się z dodatkowymi wyzwaniami związanymi z sytuacją na Bliskim Wschodzie. Wizz Air ostrzegł, że kryzys wywołany wojną z Iranem może obciążyć tegoroczny wynik netto o około 50 mln euro. Według przewoźnika wpływają na to kursy walut oraz odwoływane loty związane z likwidacją Wizz Air Abu Dhabi. Problemem dla węgierskiego przewoźnika są także wysokie ceny paliwa lotniczego i potencjalne ryzyko braków. Szef konkurencyjnego Ryanaira ostrzegł nawet, że Wizz Air mógłby z tego powodu upaść. Na takie zapowiedzi należy jednak przymknąć oko, gdyż mogą być tylko próbą oczernienia konkurencji.
“Wizz Air może zbankrutować”. Ostrzeżenie czy plotki oczerniające konkurencję?






