Cztery poważne zdarzenia pociągów z ciężarówkami w ciągu zaledwie siedmiu dni wystarczyły, by bezpieczeństwo na przejazdach kolejowo-drogowych ponownie znalazło się na politycznej agendzie. Po ostatnim tragicznym wypadku rząd zapowiada zaostrzenie przepisów. Kierowca, który zignoruje czerwone światło, ma stracić prawo jazdy na trzy miesiące. Pomysł brzmi surowo i zapewne dobrze prezentuje się w komunikacie prasowym. Problem w tym, że dokument zabrany już po popełnieniu wykroczenia nie zatrzyma ciężarówki stojącej na torach ani rozpędzonego pociągu.
Zmiany po serii zderzeń pociągów z ciężarówkami
Rządowa propozycja ma dotyczyć kierowców wjeżdżających na przejazd kolejowy po zapaleniu czerwonych sygnałów lub zanim sygnalizacja przestanie ich obowiązywać. Obecnie takie wykroczenie skutkuje mandatem w wysokości 2000 zł oraz 15 punktów karnych. Do tego zestawu miałoby dojść zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące. Byłaby to więc sankcja porównywalna z konsekwencjami przewidzianymi za część najpoważniejszych naruszeń związanych z czasem pracy kierowców czy manipulowaniem tachografem.
Zapowiedź pojawiła się po serii wypadków z udziałem samochodów ciężarowych i pociągów. Szczególnie tragiczne konsekwencje miało zderzenie pociągu relacji Lublin – Szczecin z ciężarówką w Sokolnikach Suchych w pobliżu Radomia. Skala problemu stała się szczególnie widoczna, ponieważ było to już czwarte zderzenie ciężarówki z pociągiem odnotowane w Polsce w ciągu siedmiu dni. Co więcej, do tragedii w Sokolnikach Suchych doszło na przejeździe wyposażonym w sygnalizację świetlną. Podobnie wyglądała sytuacja przy dwóch z trzech wcześniejszych zdarzeń.
O ile liczba wypadków na przejazdach kolejowo-drogowych z pojazdami drogowymi stopniowo maleje w ostatnich latach, o tyle w ostatnich miesiącach notujemy bardzo duży wzrost liczby zdarzeń z ciężkimi pojazdami drogowymi prowadzonymi przez kierowców zawodowych. 12 takich zdarzeń w… pic.twitter.com/KUmHTDDIMG
— Piotr Malepszak (@PiotrMalepszak) September 9, 2026
Czytaj też: Dramatyczny wypadek pod Radomiem. Pociąg IC Koziołek zderzył się z ciężarówką
Prewencja czy kara?
Surowsza sankcja niewątpliwie może działać odstraszająco. Pod jednym warunkiem – kierowca musi mieć świadomość, że złamanie zakazu zostanie niemal na pewno wykryte. I właśnie w tym miejscu pojawia się znacznie większy problem niż wysokość mandatu. System automatycznej rejestracji przejazdu na czerwonym świetle RedLight rzeczywiście wykorzystuje urządzenia pozwalające automatycznie wykryć pojazd przekraczający linię detekcji podczas nadawania czerwonego sygnału, odczytać jego tablice rejestracyjne oraz przypisać zdarzeniu dokładny czas i miejsce. Sęk w tym, że system działa obecnie na zaledwie 10 przejazdach kolejowo-drogowych. Przy dziesięciu przejazdach wobec ponad 10 tys. istniejących w Polsce, można podnieść mandat nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych i odbierać prawo jazdy na pół roku, a z perspektywy poprawy bezpieczeństwa i tak niczego to nie zmieni.
Nie oznacza to oczywiście, że należałoby natychmiast wyposażać ponad 10 tys. przejazdów w najdroższe dostępne systemy. Sensowniejszym rozwiązaniem byłoby stworzenie rankingu ryzyka i rozpoczęcie od miejsc, przez które przejeżdża najwięcej samochodów ciężarowych, linii o wysokich prędkościach oraz przejazdów, na których regularnie dochodzi do łamania przepisów. Na takich przejazdach można połączyć kilka zabezpieczeń jednocześnie – RedLight rejestrujący każde zignorowanie sygnalizacji, detekcję przeszkód na torowisku i system przekazywania ostrzeżenia do kolei. Co ciekawe ogromna liczba pozostałych przejazdów jest już przy tym objęta monitoringiem należącym do PKP Polskich Linii Kolejowych. Warto więc wykorzystać istniejący monitoring tam, gdzie pozwalają na to parametry techniczne, zamiast traktować tysiące już zamontowanych kamer wyłącznie jako materiał pozwalający obejrzeć wypadek po fakcie.
– Chcemy wprowadzić przepis, na podstawie którego każdy kierowca, który wjedzie na przejazd drogowo-kolejowy kiedy jest zapalone czerwone światło, straci prawo jazdy, zostanie mu ono zatrzymane na trzy miesiące. Chcemy także zmienić kodeks karny we współpracy z ministrem… pic.twitter.com/RhE8pcvlJ9
— Ministerstwo Infrastruktury (@MI_GOV_PL) September 9, 2026
Maszyniści pojadą 20 km/h
Związkowcy zwracają uwagę, że potrzebne są rozwiązania prawne pozwalające skuteczniej wykorzystywać takie nagrania do identyfikowania i karania kierowców łamiących przepisy. Jak wskazuje Leszek Miętek, szef Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych, maszyniści zgłaszali swoje postulaty już dwa lub trzy lata temu, między innymi podczas posiedzeń sejmowej komisji infrastruktury. Związkowcy wskazują również na możliwość stosowania tzw. trzeciego sygnału – komunikatu radiowego pojawiającego się wewnątrz pojazdu podczas zbliżania się do torów – oraz systemów wykorzystujących detekcję w podczerwieni do wykrywania samochodów lub ludzi pozostających na przejeździe. Problemem ma pozostawać brak decyzji i pieniędzy pozwalających szerzej wdrażać takie zabezpieczenia.
Parlamentarzyści znali problem, ministerstwo też, tylko nikt z tym nic nie zrobił – komentuje Leszek Miętek.
Czytaj też: Inflacja w Polsce wzrosła. Paliwa droższe o 24% niż rok temu
Związkowcy postanowili więc zwrócić uwagę na problem w bardziej odczuwalny sposób. W piątek 11 września od północy maszyniści w całej Polsce w ramach protestu ograniczali prędkość na przejazdach kolejowo-drogowych do maksymalnie 20 km/h. Pierwotnie akcja miała potrwać przez całą dobę, jednak po deklaracji ministra Klimczaka dotyczącej pilnego rozpoczęcia prac nad zmianami legislacyjnymi i rozwiązaniami technicznymi poprawiającymi bezpieczeństwo Związek Zawodowy Maszynistów skrócił ją do godz. 12:00.
Skutki protestu szybko odczuli pasażerowie. W piątek rano opóźniony był mniej więcej co trzeci pociąg znajdujący się w trasie, a część składów notowała kilkudziesięciominutowe opóźnienia. W niektórych przypadkach sięgały one nawet 50–100 minut, część połączeń została również odwołana. Po godz. 7 punktualność pociągów będących w trasie wynosiła około 70 proc., a do tego momentu odwołano 14 kursów, choć nie wszystkie odwołania musiały wynikać bezpośrednio z protestu.
Stan na godz. 12:00:
🚆290 pociągów kursujących w dobie;
🚄203 pociągów odnotowało opóźnienia związane z akcją protestacyjną;
⏲️ 37 minut – średnie opóźnienie pociągu związane z akcją protestacyjną:
📊7502 minut – łączny czas opóźnień związane z akcją protestacyjną;
👍Brak…— PKP Intercity (@PKPIntercityPDP) September 11, 2026
Minister infrastruktury wcześniej oceniał taką formę nacisku jako zbyt radykalną, wskazując, że jej skutki ponoszą przede wszystkim pasażerowie. Pojawiały się również głosy, że akcja może okazać się dla kolejarzy „strzałem w stopę”, jeżeli zniechęci podróżnych do korzystania z kolei. Miętek stwierdził, że prawdziwym problemem jest sytuacja, w której pasażer wsiada do pociągu, a następnie zostaje ranny lub ginie w wypadku i w ogóle nie dociera do celu.
4 zderzenia pociągów z ciężarówkami w zaledwie tydzień! Czarna seria trwa





