MorskiTransport

Gorąca wokół cieśniny Bab al-Mandab. Huti przejęli ważne miasto

Dalsze pogorszenie bezpieczeństwa w rejonie Bab al-Mandab może szybko przełożyć się na handel i ceny ropy

Sytuacja wokół cieśniny Bab al-Mandab staje się coraz bardziej napięta. Huti mieli przejąć kontrolę nad portowym miastem Al-Makha, znanym także jako Mokka, położonym na wybrzeżu Morza Czerwonego niespełna 80 kilometrów od strategicznej cieśniny. Jednocześnie ofensywa w zachodniej części Jemenu nabiera tempa, a siły związane z uznawanym międzynarodowo rządem w Adenie wycofują się w kierunku jeszcze bliższego Bab al-Mandab dystryktu Dhubab.

Mokka otwiera drogę w kierunku Bab al-Mandab

O przejęciu Mokki poinformowało trzech przedstawicieli jemeńskiego rządu w rozmowie z Reutersem. Sami Huti dotychczas nie potwierdzili zajęcia miasta w swoich kanałach komunikacyjnych. Narodowe Siły Oporu dowodzone przez Tareqa Saleha, które pozostają sprzymierzone z władzami w Adenie, przekazały natomiast, że jeden z dowódców Huti miał w czwartek rano poprowadzić kontyngent wojskowy do Mokki. Jednocześnie formacja zapewnia, że trwa reorganizacja obrony miasta prowadzona w porozumieniu z koalicją anty-Huti. Źródła związane z rządem w Adenie podają jednak, że jego oddziały wycofują się w stronę dystryktu Dhubab. Celem ma być wzmocnienie sił na obszarze znajdującym się jeszcze bliżej cieśniny Bab al-Mandab.

Walki o Mokkę są częścią znacznie szerszej ofensywy lądowej rozpoczętej przez Huti w pierwszych dniach września. Działania prowadzone są w rejonie zachodniego Taiz oraz południowej Hodeidy. W operacji wykorzystywana jest nie tylko piechota, ale również pociski balistyczne, drony i artyleria. Rząd w Adenie odpowiedział wykorzystaniem własnego lotnictwa. Na pozycje zajmowane przez Huti w obu prowincjach przeprowadzono ponad 15 ataków. Według bilansu przytaczanego przez regionalne agencje od początku ofensywy liczba ofiar przekroczyła 190. Działania zbrojne wywołują również kolejną falę przemieszczeń ludności. Władze jemeńskie informują, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni w prowincjach Taiz i Hodeida swoje miejsca zamieszkania opuściło ponad 20 tys. osób.

Al-Makha już wcześniej znajdowała się pod kontrolą Huti. Utrzymywali oni miasto do 2017 roku, kiedy zostało zajęte przez siły rządowe wspierane przez koalicję dowodzoną przez Arabię Saudyjską. Znaczenie Mokki nie ogranicza się do znajdującego się tam portu. Miasto oraz otaczający je pas wybrzeża i gór mogą ułatwiać dostęp do dystryktu Dhubab. To właśnie ten obszar znajduje się najbliżej cieśniny Bab al-Mandab oraz wyspy Perim, określanej również jako Mayyun. Wyspa leży przy najwęższym przejściu cieśniny. Istotne znaczenie mają również zachodnie wzgórza Taiz. Ich kontrolowanie umożliwiałoby dokładniejsze obserwowanie infrastruktury i ruchu odbywającego się wzdłuż wybrzeża, a także prowadzenie bardziej precyzyjnych uderzeń.

Czytaj też: Iran stawia warunki w sprawie Ormuz. Ruch statków nadal śladowy

Samo zdobycie Mokki nie oznacza jednak przejęcia kontroli nad Bab al-Mandab. Sytuacja w cieśninie zależy również od wybrzeży Dżibuti i Erytrei, kontroli nad wyspą Perim, obecności międzynarodowych sił morskich oraz możliwości rakietowych i wywiadowczych stron konfliktu. Umocnienie pozycji Huti w Mokce skróciłoby jednak dystans dzielący ich od najbardziej wrażliwych punktów jemeńskiego wybrzeża. Znaczenie samego portu jest obecnie ograniczone. Obiekt został poważnie uszkodzony już w sierpniu, dlatego jego zdolności operacyjne były mocno ograniczone jeszcze przed domniemanym przejęciem miasta przez Huti.

Transport morski już odczuwa napięcie w cieśninie

Ryzyko dla żeglugi w rejonie Bab al-Mandab nie jest uzależnione wyłącznie od tego, kto fizycznie kontroluje brzegi cieśniny. Huti pokazali już, że za pomocą pocisków, dronów oraz kierowanych wobec określonych statków gróźb są w stanie wpływać na bezpieczeństwo żeglugi i poziom ryzyka ubezpieczeniowego. Szczególnie problemy dotyczą statków powiązanych z Arabią Saudyjską. Ich armatorzy mierzą się z rosnącymi kosztami ubezpieczenia oraz możliwością konieczności wyboru znacznie dłuższej trasy prowadzącej wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Taki wariant oznacza większe zużycie paliwa i zmniejszenie rotacji jednostek.

Ofensywie na obszarach kontrolowanych przez rząd w Adenie towarzyszy nasilenie ataków wymierzonych w Arabię Saudyjską. W ostatnich dniach pociski oraz drony uderzyły w położone na południu kraju miasta Chamis Muszajt, Abha i Nadżran. Celem była również infrastruktura energetyczna w Dżizanie. Szczególnie istotne były ataki na tamtejszą rafinerię Aramco, której produkcja wynosi 400 tys. baryłek dziennie. Zakład został trafiony dwukrotnie w ciągu miesiąca. Pojawiają się nieoficjalne informacje, że Huti doprowadzili również do poważnego uszkodzenia kluczowego rurociągu transportującego ropę naftową ze wschodu na zachód Arabii Saudyjskiej. W okolicy tej instalacji w pobliżu Medyny na zdjęciach satelitarnych widoczny jest duży pożar. Gdyby faktycznie doszło do takiego uszkodzenia mogłoby to bardzo poważnie zakłócić dostawy surowca z Arabii Saudyjskiej, co w połączeniu z ewentualną blokadą cieśniny Bab al-Mandab mogłoby spowodować gwałtowny wzrost cen ropy.

Czytaj też: Bliski Wschód pogrąża się w coraz większym chaosie. Brak pokoju oraz kolejne groźby Trumpa destabilizują region

Dalsze pogorszenie bezpieczeństwa w rejonie Bab al-Mandab może szybko przełożyć się na handel między Azją a Europą. Znaczenie cieśniny jest ogromne i według danych UNCTAD w 2023 roku przechodziło przez nią około 8,7 proc. światowego handlu morskiego, w tym około 20 proc. transportowanych drogą morską kontenerów i samochodów oraz 13 proc. ropy naftowej. Jeżeli zagrożenie zmusi kolejnych armatorów do omijania Morza Czerwonego i Kanału Sueskiego, statki będą kierowane wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Taka trasa jest znacznie dłuższa, dla przykładu w przypadku rejsu z chińskiego Shenzhen do Rotterdamu oznacza około 13 tys. zamiast 10 tys. mil morskich i wydłużenie podróży z około 31 do 41 dni. Problemy mogą następnie przenosić się na porty i lądowe łańcuchy dostaw, powodując opóźnienia w dostawach towarów, części i surowców. Podobny mechanizm był już widoczny po wcześniejszych atakach Huti, kiedy duzi armatorzy zaczęli omijać Morze Czerwone, a czas transportu i jego koszty wyraźnie wzrosły.

Ataki blokują eksport zboża. Dziesiątki ładunków opóźnione

Znajdziesz nas w Google News

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button