Rosnąca liczba ataków na porty, statki i infrastrukturę zbożową nad Morzem Czarnym coraz mocniej uderza w eksport zboża z Rosji i Ukrainy. Armatorzy ograniczają zawinięcia do portów, terminale przerywają pracę, a załadunki dziesiątek zakontraktowanych dostaw są opóźniane lub odwoływane. Problemy zaczynają być odczuwalne przez największych importerów pszenicy, w tym Egipt i Indonezję, a ceny na światowym rynku wyraźnie rosną.
Eksport zboża z Morza Czarnego coraz bardziej zakłócony
W ostatnich tygodniach Rosja i Ukraina przeprowadzały wzajemne ataki wymierzone między innymi w porty oraz statki. Część terminali zbożowych musiała zostać zamknięta, a spedytorzy zostali zmuszeni do przesuwania terminów załadunków lub całkowitego anulowania operacji dotyczących dziesiątek ładunków. Problemy dotyczą dostaw, które powinny już docierać do odbiorców. Coraz więcej nabywców zaczyna więc analizować możliwość zastąpienia zakontraktowanego ziarna pszenicą pochodzącą z innych części świata. Problem polega na tym, że eksport z alternatywnych źródeł jest znacznie droższy, a duzi importerzy potrzebują ogromnych ilości zboża. Australijska pszenica Premium White kosztuje około 315-320 dolarów za tonę wraz z kosztami i frachtem do Azji. Najtańsza amerykańska pszenica wyceniana jest natomiast na około 305 dolarów za tonę. Dla porównania większość ładunków z regionu Morza Czarnego kosztuje około 260-280 dolarów za tonę. Różnica może być więc znacząca, szczególnie w przypadku państw kupujących miliony ton ziarna.
Czytaj też: Ukraińskie drony zatopiły rosyjski kontenerowiec Rosatomu
Obecny kryzys nasilił się po załamaniu porozumienia, które według traderów w dużej mierze chroniło statki przewożące zboże oraz terminale portowe w Rosji i Ukrainie przed atakami. Dzięki temu obie strony mogły utrzymywać wysoki poziom eksportu produktów rolnych. Skala pogorszenia sytuacji jest widoczna w danych ukraińskiego ministerstwa infrastruktury. Tylko w lipcu Ukraina odnotowała 35 ataków na statki znajdujące się w portach, 22 ataki na jednostki na morzu oraz 67 ataków na obiekty portowe. Dla porównania w całym ubiegłym roku odpowiednia liczba wynosiła 14. Ryzyko sprawia, że coraz mniej armatorów jest skłonnych kierować swoje jednostki do czarnomorskich portów. Znaczenie problemu potwierdzają również rozmowy prowadzone na najwyższym szczeblu. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że rozmawiał z prezydentem Egiptu Abdelem Fattahem al-Sisim o zagrożeniu dla dostaw żywności wynikającym z ataków na Morzu Czarnym.
Azja czeka na miliony ton pszenicy
Zakłócenia pojawiły się w szczególnie trudnym momencie, ponieważ druga połowa roku to okres, w którym świeżo zebrane zboże z regionu Morza Czarnego zaczyna w dużych ilościach trafiać na światowe rynki. Wielu importerów właśnie na dostawach z Rosji i Ukrainy opiera znaczną część swojego zaopatrzenia. Skutki są już widoczne w notowaniach. Referencyjne kontrakty terminowe na pszenicę w Chicago podrożały od początku lipca o ponad 17 proc. Jednym z głównych powodów jest ograniczona dostępność dostaw z regionu Morza Czarnego. Jednocześnie wzrosły również ceny fizycznego ziarna oferowanego przez konkurencyjnych eksporterów z Argentyny, Australii i Stanów Zjednoczonych.
Szczególnie duże obawy pojawiają się w Azji. Tamtejsi przetwórcy zbóż zakontraktowali około 2–2,5 mln ton pszenicy z regionu Morza Czarnego z dostawami planowanymi między lipcem a wrześniem. Odpowiada to około 30–50 proc. popytu importowego. Traderzy z Singapuru wskazują jednak, że część zakontraktowanych dostaw może nie dotrzeć do odbiorców zgodnie z harmonogramem. Natychmiastowe konsekwencje zakłóceń są częściowo ograniczane przez sytuację w niektórych krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Egipski rząd kupuje rekordowe ilości krajowej pszenicy, natomiast lepsze opady poprawiły perspektywy zbiorów w Maroku i Tunezji.
Czytaj też: Rolnictwo w Polsce jest przeskalowane i mało efektywne [RAPORT OG]
Nie oznacza to jednak, że państwa te są uniezależnione od dostaw z Morza Czarnego. Egipt, będący największym importerem pszenicy na świecie, w pierwszej połowie roku sprowadził ponad 82 proc. importowanej pszenicy właśnie z Rosji i Ukrainy. Według traderów szczególnie mocno narażony jest tamtejszy sektor prywatny, który z importu pokrywa ponad połowę swojego zapotrzebowania i dysponuje mniejszymi zapasami. Drugim dużym odbiorcą znajdującym się pod presją jest Indonezja. Tamtejsi importerzy zakontraktowali około 600 tys. ton zboża przeznaczonego do wysyłki między lipcem a wrześniem przez eksporterów z państw byłego Związku Radzieckiego. Przedstawiciel Indonezyjskiego Stowarzyszenia Młynarzy zapewnił, że obecne zapasy wystarczają do pokrywania bieżącego zapotrzebowania na pszenicę konsumpcyjną. Margines bezpieczeństwa nie jest jednak duży. Na czarnomorskiej pszenicy w znacznym stopniu opierają się także Algieria, Bangladesz, Jordania, Tajlandia, Tunezja i Wietnam. Problemy z eksportem zboża mogą więc wpływać jednocześnie na wiele dużych rynków importowych.
Znajdziesz nas w Google NewsKontenerowiec z Korei wybiera Arktykę. Na trasie także Gdańsk





