MorskiTransport

Susza paraliżuje transport. Ciężarówki i kolej zastąpią barki

Przemysł szuka alternatywy dla barek

Susza i utrzymujące się wyjątkowo niskie stany wody coraz mocniej uderzają w niemiecką logistykę. Na Renie ustanawiane są kolejne minima, a przez kluczowy odcinek w rejonie Kaub nie jest już w stanie przepłynąć większość statków towarowych. Przemysł szuka więc alternatywy dla barek. Część ładunków trafia na kolej, a w 15 z 16 niemieckich landów poluzowano zakazy ruchu ciężarówek w niedziele i święta. Problemy odczuwa już między innymi John Deere, który drogą wodną wysyła z Mannheim setki ciągników.

Susza zatrzymuje barki na Renie

Ren jest jedną z najważniejszych arterii transportowych europejskiego przemysłu. Drogą wodną przewożone są między innymi paliwa, węgiel, rudy, produkty chemiczne, zboża oraz wyroby przemysłowe. Tegoroczna susza sprawiła jednak, że możliwości wykorzystania rzeki gwałtownie się skurczyły. Szczególnie trudna sytuacja panuje w Kaub w pobliżu Koblencji, czyli w jednym z najpłytszych i jednocześnie najbardziej newralgicznych punktów żeglugowych Renu. Niemiecki urząd żeglugi śródlądowej WSV podał, że w środę 12 sierpnia żeglowna głębokość wody spadła tam do zaledwie 12 centymetrów. Było to znacznie mniej niż poprzednie minimum wynoszące 25 centymetrów, odnotowane w 2018 roku. Sama rzeka jest w tym miejscu około metr głębsza niż podawana żeglowna głębokość.

W praktyce oznacza to poważne ograniczenie transportu towarowego. Według uczestników rynku większość statków nie może już przepływać przez Kaub ani w kierunku północnym, ani południowym. Część jednostek pozostała po południowej stronie wąskiego gardła, inne wracają na północ w poszukiwaniu nowych zleceń. Tam, gdzie przewozy są jeszcze wykonywane, statki często wykorzystują jedynie około 20 proc. swojej ładowności. Ładunki muszą być dzielone pomiędzy większą liczbę jednostek, aby ograniczyć ryzyko wejścia na mieliznę.

Problemy nie ograniczają się do przewozu surowców. Skutki niskiego poziomu Renu odczuwa również John Deere, którego zakład w Mannheim wykorzystuje położenie nad rzeką do eksportu produkowanych tam ciągników. Maszyny były regularnie przewożone barkami typu Ro-Ro z Mannheim do Rotterdamu oraz Antwerpii. Jedna jednostka mogła zabrać około 200–220 ciągników. Przy obecnych warunkach tak duży ładunek nie może jednak zostać przewieziony Renem, dlatego producent musi szukać innych możliwości dotarcia do portów morskich.

Zastąpienie barki transportem drogowym nie jest proste. Do przewozu dużych maszyn rolniczych potrzebne są odpowiednio przystosowane zestawy, których dostępność na rynku jest ograniczona. Problem może więc szybko przełożyć się na zwiększony popyt na specjalistyczny transport ciężarowy.bPrzypadek John Deere dobrze pokazuje skalę wyzwania. Transport rzeczny umożliwia jednorazowe przemieszczanie bardzo dużej liczby maszyn lub ogromnej masy surowców. Zastąpienie takich przewozów samochodami wymaga wielokrotnie większej liczby pojazdów. Niemiecka branża budowlana zwraca uwagę, że w przypadku niektórych ładunków do zastąpienia jednej barki potrzeba nawet około 150 ciężarówek.

Czytaj też: Świnoujście zyska nowy port. Rusza budowa Przylądka Pomerania

Ciężarówki wyjadą na drogi także w niedziele

Władze niemieckich landów próbują zwiększyć możliwości transportu drogowego poprzez czasowe łagodzenie ograniczeń obowiązujących ciężarówki. Według aktualnych danych ADAC odpowiednie wyjątki wprowadziło już 15 z 16 krajów związkowych Niemiec. Jedynym landem, który nadal nie zdecydował się na podobne rozwiązanie, pozostaje Saksonia-Anhalt. W większości landów odstępstwa mają obowiązywać do 31 sierpnia. Dłużej utrzymane zostaną w Nadrenii-Palatynacie i Kraju Saary, gdzie termin wyznaczono na 30 września. Zmiany nie oznaczają jednak całkowitego zniesienia niemieckich zakazów. Dotyczą przede wszystkim transportów związanych z konsekwencjami niskich stanów wód, czyli przewozów zastępujących lub wspierających transport, którego nie można obecnie wykonywać drogą wodną.

Normalnie w Niemczech w niedziele i święta od godz. 0:00 do 22:00 obowiązuje zakaz ruchu ciężarówek o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 7,5 tony, z określonymi wyjątkami. W lipcu i sierpniu dochodzą do tego wakacyjne ograniczenia w soboty na części dróg. Teraz system został czasowo złagodzony, aby umożliwić przenoszenie części ładunków z rzek na asfalt.

Decyzja o poluzowaniu ograniczeń dla ciężarówek nie spotkała się jednak z powszechną aprobatą. Krytycznie odnosi się do niej między innymi Katholische Arbeitnehmer-Bewegung Deutschlands, czyli Katolicki Ruch Robotniczy w Niemczech. Organizacja ostrzega, że tymczasowy wyjątek nie powinien przekształcić się w rozwiązanie prowadzące do siedmiodniowego tygodnia funkcjonowania transportu drogowego i zwiększania presji na kierowcach.

KAB podważa również przekonanie, że sama możliwość jazdy w niedzielę znacząco zwiększy zdolności przewozowe branży. Liczba dostępnych ciężarówek i kierowców się od tego nie zwiększy, a przewoźnicy nadal muszą przestrzegać przepisów dotyczących czasu prowadzenia pojazdów, odpoczynków i czasu pracy. Organizacja wskazuje jednocześnie na sposób funkcjonowania współczesnych łańcuchów dostaw. Ograniczanie zapasów magazynowych i rozwój dostaw realizowanych dokładnie na czas sprawiły, że wiele przedsiębiorstw ma stosunkowo niewielki margines na gwałtowne zakłócenia w transporcie. 

Czytaj też: Niemcy tracą przewagę nad Polską szybciej, niż się wydaje

Kolej również przejmuje ładunki z Renu

Nie wszystko można jednak przenieść na ciężarówki. Niemieckie firmy coraz częściej wykorzystują także kolej .Jednym z najbardziej konkretnych przykładów jest zaopatrzenie huty Hüttenwerke Krupp Mannesmann w Duisburgu, należącej do grupy Salzgitter. W normalnych warunkach HGK Dry Shipping dostarcza z Rotterdamu do Duisburga około 24 tys. ton węgla i rudy dziennie. Obecnie, z powodu ekstremalnie niskiego poziomu wody, drogą wodną można przetransportować około 14,5 tys. ton dziennie. Powstałą lukę częściowo ma wypełnić kolej.

RheinCargo uruchamia trzy kursy pociągów towarowych tygodniowo pomiędzy Rotterdamem a Duisburgiem. Każdy skład ma przewozić około 2 tys. ton węgla dla huty, a dodatkowe połączenia mają być wykonywane do końca września. Do ich obsługi krótkoterminowo wynajęto 46 wagonów towarowych. Problem dotyczy już szerszej grupy przedsiębiorstw. Producenci chemikaliów, firmy energetyczne, huty i podmioty działające na rynku rolnym informują o rosnących kosztach oraz problemach logistycznych. Covestro wskazywało, że nawet przenoszenie części ładunków na ciężarówki i pociągi nie pozwala całkowicie zastąpić utraconych możliwości transportu rzecznego. 

Suwnice STS już działają. Port Gdynia zwiększa możliwości obsługi

Znajdziesz nas w Google News

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button