Magazyny

To nie Mordor, to Rosja. Płoną kolejne magazyny Wildberries

“Specjalna operacja” miała pozostać dla większości Rosjan odległym widowiskiem pokazywanym w państwowej telewizji

Nad rosyjskimi centrami logistycznymi ponownie pojawiły się kłęby czarnego dymu. W piątek 24 lipca ukraińskie drony zaatakowały rosyjskie magazyny Wildberries w rejonie Petersburga oraz na okupowanym Krymie. Oba obiekty stanęły w ogniu, co najmniej trzy osoby zostały ranne, a działalność dwóch centrów logistycznych została wstrzymana. Rosyjski gigant e-commerce ewakuował również personel swojego obiektu na okupowanym Krymie.

Rosyjskie magazyny Wildberries  płoną jeden po drugim

Piątkowy atak ukraińskich dronów to kolejna odsłona kampanii wymierzonej w rosyjskie magazyny Wildberries , które jeszcze niedawno miały być symbolem dynamicznie rozwijającego się handlu internetowego, a obecnie bardziej przypominają fikcyjny Mordor. Seria rozpoczęła się 18 lipca od ataków na dwa ogromne centra Wildberries w Kotowsku w obwodzie tambowskim i Elektrostali pod Moskwą. W wyniku uderzeń zginęło łącznie ośmiu pracowników, a dziesiątki osób zostały ranne. W magazynach wybuchły pożary, które zniszczyły część budynków, infrastruktury sortowniczej i przechowywanych towarów. Cztery dni później zaatakowane zostały kolejne obiekty w Krasnodarze i Niewinnomyssku na południu Rosji. Nad centrum w Krasnodarze pojawił się potężny słup dymu. Według władz regionalnych zginęła młoda kobieta, a trzy osoby trafiły do szpitala.

W piątek 24 lipca ukraińskie drony zaatakowały rosyjskie magazyny Wildberries w rejonie Petersburga oraz na okupowanym Krymie. Wszystkie pięć dotychczas zaatakowanych obiektów odpowiadało łącznie za około 10 proc. możliwości logistycznych firmy. Jednocześnie firma wstrzymała pracę centrów w Szuszarach oraz w strefie przemysłowej Utkina Zawod. Rosyjskie magazyny stały się więc powtarzającym się celem, a ataki obejmują obiekty położone w różnych częściach kraju, od obwodu tambowskiego i moskiewskiego, przez Kraj Krasnodarski i Stawropolski, aż po okolice Petersburga.

Ukraina utrzymuje, że zaatakowane centra logistyczne były wykorzystywane przez Rosjan do przerzutu komponentów objętych sankcjami, wykorzystywanych między innymi do produkcji dronów i urządzeń nawigacyjnych. Prezydent Wołodymyr Zełenski określił trafione obiekty  jako element infrastruktury zaopatrującej rosyjską machinę wojenną. Kreml stanowczo temu zaprzecza i przekonuje, że Wildberries nie transportuje zaopatrzenia wojskowego.

Czytaj też: W Wielkopolsce powstał hub logistyczny dla amerykańskiego wojska

Dlaczego Wildberries jest tak ważne dla Rosji?

Wildberries powstało w 2004 roku jako internetowy sprzedawca odzieży. Z czasem przekształciło się w największy rosyjski marketplace, za pośrednictwem którego oferowane są elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego, kosmetyki, żywność, części samochodowe, materiały budowlane i tysiące innych kategorii produktów. Platforma współpracuje z ponad milionem sprzedawców i deklaruje obsługę przeszło 20 mln zamówień dziennie. Jej centra logistyczne przyjmują towary, przechowują je, kompletują zamówienia i organizują dostawy do rozbudowanej sieci punktów odbioru. Dla wielu niewielkich firm Wildberries jest jednocześnie sklepem internetowym, magazynem, operatorem płatności i przedsiębiorstwem kurierskim. 

Uszkodzenie takiego centrum uderza zatem nie tylko w właściciela budynku. Skutki odczuwają tysiące sprzedawców, przewoźnicy, kurierzy, operatorzy punktów odbioru oraz klienci oczekujący na przesyłki. Towary trzeba przekierowywać do innych lokalizacji, które same mogą już pracować na granicy wydajności. Znaczenie platform internetowych dla rosyjskiej gospodarki jest ogromne. Wartość handlu internetowego w Rosji wzrosła w ubiegłym roku o 28 proc., osiągając 11,5 bilionów rubli. Według rosyjskiego wicepremiera Aleksandra Nowaka towary i usługi sprzedawane na platformach cyfrowych odpowiadają wartości około 8,5 proc. rosyjskiego PKB. Wildberries, Ozon i mniejsi konkurenci zapewniają przy tym zatrudnienie około 4 mln osób.

Sytuację komplikuje zmiana warunków współpracy z platformą. Na początku lipca Wildberries zmieniło warunki umów i od teraz firma zalicza ostrzał, ataki rakietowe i uderzenia dronów do przypadków siły wyższej, za które może nie ponosić odpowiedzialności. Zupełnym przypadkiem stało się tuż przed rozpoczęciem ataków. Po protestach sprzedawców Tatiana Kim zapowiedziała jednak wypłaty dla części poszkodowanych, ze szczególnym uwzględnieniem najmniejszych przedsiębiorców. Nie oznacza to jeszcze, że każdy otrzyma pełne odszkodowanie odpowiadające wartości spalonych produktów.

Czytaj też: Ukraińcy w Polsce. Największe kłamstwa o pracy, zasiłkach, emeryturach, NFZ i przestępczości

Druga armia świata bez paliwa i bez paczek

Ataki na rosyjskie magazyny Wildberries wpisują się w szerszą ukraińską kampanię przeciwko zapleczu gospodarczemu Rosji. Wcześniej jednym z głównych celów były rafinerie oraz bazy paliwowe. W wyniku ataków na początku lipca rosyjska produkcja benzyny pokrywała równowartość zaledwie około 65 proc. przeciętnego sezonowego zapotrzebowania. Władze zaczęły kierować paliwo z Syberii i Uralu do Moskwy, aby ochronić stolicę przed niedoborami. Najtrudniejsza sytuacja utrzymywała się na okupowanym Krymie, gdzie wprowadzano racjonowanie i ograniczenia w sprzedaży. Po uderzeniu z 6 lipca pracę wstrzymała również rafineria w Omsku – największy taki zakład w Rosji i najważniejszy krajowy producent benzyny. Uszkodzona instalacja odpowiadała za około 38 proc. jej możliwości przerobowych, a druga duża jednostka została zatrzymana z powodu problemów z infrastrukturą pomocniczą. Skutki ukraińskich ataków okazały się na tyle poważne, że kraj należący do największych producentów ropy na świecie zaczął sprowadzać gotową benzynę z Białorusi i Indii.

Kremlowska legenda o „drugiej armii świata” coraz częściej zderza się więc z dość przyziemnymi problemami. Najpierw zaczyna brakować paliwa, ponieważ ofiara niszczy okupantowi rafinerie. Następnie płoną magazyny największego sklepu internetowego, przez który przechodzą miliony przesyłek i część wyposażenia kupowanego na potrzeby frontu. Kilka zniszczonych kompleksów nie doprowadzi do natychmiastowego załamania rosyjskiej gospodarki, jednak jeżeli uderzenia będą kontynuowane, centralizacja rosyjskiej logistyki przestanie być wyłącznie źródłem oszczędności, a stanie się strategiczną słabością. Wojna miała pozostać dla większości Rosjan odległym widowiskiem pokazywanym w państwowej telewizji. Tymczasem coraz częściej dociera do nich w bardzo praktycznej formie. I dobrze.

Potężny kryzys paliwowy w Rosji. “Specjalna operacja” idzie znakomicie

Znajdziesz nas w Google News

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button