Koniec tanich zakupów z Ali i Temu! Wchodzi cło na paczki z Chin
Jeżeli w jednej paczce znajdzie się kilka różnych produktów, koszt może zostać naliczony osobno dla każdej pozycji
Dla milionów klientów zamawiających tanie produkty z AliExpress, Temu czy Shein to koniec pewnej epoki w internetowych zakupach. Przez lata konsumenci w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej przyzwyczaili się do tego, że drobne towary sprowadzane z Azji kosztowały często kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt złotych, a niska cena była jednym z głównych powodów popularności chińskich platform sprzedażowych. Od 1 lipca ten model zaczyna się jednak zmieniać, ponieważ Unia Europejska zlikwidowała dotychczasowe zwolnienie celne dla przesyłek o wartości do 150 euro pochodzących spoza Wspólnoty. Cło na paczki najmocniej uderza w zakupy realizowane na azjatyckich platformach e-commerce, choć nowe zasady nie dotyczą wyłącznie produktów z Chin.
Od 1 lipca obowiązuje cło na paczki z Chin
Nowe cło obejmuje paczki spoza Unii Europejskiej, ale to właśnie serwisy e-commerce z Chin są najczęściej wskazywane jako główny adresat nowych regulacji. Zgodnie z nowymi przepisami od 1 lipca do każdej przesyłki zostanie doliczona opłata w wysokości 3 euro za pozycję towarową. Jeżeli w jednej paczce znajdzie się kilka różnych produktów, koszt może zostać naliczony osobno dla każdej pozycji. Przykładowo zamówienie obejmujące bluzkę, spódnicę i poduszkę może oznaczać łącznie 9 euro dodatkowego obciążenia celnego. Przy tanich produktach, które dotąd przyciągały klientów właśnie niską ceną, taka dopłata może całkowicie zmienić opłacalność zakupów. Produkt za kilka złotych po doliczeniu opłat celnych może nagle kosztować wyraźnie więcej, a zamówienie kilku tanich przedmiotów w jednej przesyłce może przynieść dopłatę wyższą niż wartość części kupowanych rzeczy.
Unia Europejska tłumaczy nowe przepisy gwałtownym wzrostem liczby towarów sprzedawanych przez internet i wysyłanych bezpośrednio do klientów z państw spoza Wspólnoty, głównie z Chin. Według unijnych danych do państw UE trafiało dotychczas kilkanaście milionów takich produktów dziennie, a w skali roku mowa była o około 5 miliardach przesyłek lub towarów z zagranicznych platform internetowych. Bruksela przekonuje, że nowe przepisy celne mają wyrównać warunki konkurencji między europejskimi firmami a sprzedawcami spoza Unii. Przez lata wielu sprzedawców internetowych korzystało z preferencji, które pozwalały tanim przesyłkom o wartości do 150 euro trafiać do klientów bez cła. Europejscy przedsiębiorcy wskazywali natomiast, że muszą działać w warunkach wyższych kosztów, bardziej restrykcyjnych regulacji oraz obowiązków związanych z bezpieczeństwem produktów, podatkami, logistyką i odpowiedzialnością wobec konsumentów.
Czytaj też: Koniec importu taniego e-commerce do UE to wygrana logistyki kontraktowej
Problem nie dotyczy wyłącznie konkurencji cenowej. Komisja Europejska argumentuje również, że duża część towarów sprowadzanych spoza UE może nie spełniać europejskich norm bezpieczeństwa, jakości albo wymogów dotyczących ochrony konsumentów. Małe przesyłki z ubraniami, elektroniką, zabawkami, kosmetykami, akcesoriami czy elementami wyposażenia domu trafiają do klientów szybko i masowo. Przy milionach paczek dziennie organy celne mają ograniczone możliwości sprawdzania każdej z nich. Unia Europejska chce więc, aby import takich towarów był bardziej przejrzysty, lepiej raportowany i mniej opłacalny w modelu masowego wysyłania bardzo tanich produktów bezpośrednio do konsumenta.
Cło na paczki wpłynie na zakupy z chińskich sklepów
Cło na paczki z Chin może szczególnie mocno wpłynąć na sposób, w jaki klienci robią zakupy w serwisach typu Temu, Shein i AliExpress. Do tej pory popularny był model dokładania do koszyka wielu drobnych produktów, często kupowanych impulsywnie, bo ich cena była bardzo niska. Od teraz klienci będą musieli zwracać większą uwagę nie tylko na cenę samego produktu, ale również na informacje o opłatach importowych, kraju wysyłki i warunkach dostawy. Największe znaczenie nowe cło będzie miało przy najtańszych produktach. Jeśli ktoś zamawia pojedynczy drobiazg za kilka złotych, dodatkowe 3 euro może oznaczać wzrost kosztu o kilkadziesiąt albo nawet kilkaset procent. Przy kilku różnych przedmiotach w jednej paczce opłata może narastać jeszcze szybciej.
To reakcja na gwałtowny wzrost towarów sprzedawanych w internecie i wysyłanych do klientów w Unii z państw spoza niej, głównie z Chin – poinformował komisarz do spraw gospodarczych Valdis Dombrovkis.
Czytaj też: Chiny partnerem Polski w nauce. Nowa geografia współpracy technologicznej
Dla polskiego handlu internetowego zmiana może być korzystna, choć nie oznacza automatycznego przejęcia klientów po chińskich platformach. Europejskie firmy od dawna narzekały, że muszą konkurować z towarami sprowadzanymi spoza UE na zasadach, które nie są równe. Cło na paczki z Chin ma zmniejszyć tę różnicę i sprawić, że lokalni sprzedawcy nie będą aż tak mocno przegrywać z ofertami opartymi na masowym imporcie bardzo tanich produktów. Z punktu widzenia konsumenta efekt będzie jednak mniej przyjemny, bo wiele zakupów może po prostu podrożeć.
Walizka InPost do Paczkomatu powraca! Nowa partia jeszcze w tym tygodniu






