LotniczyTransport

Niebezpiecznie nad Nowym Jorkiem. Samolot pasażerski zderzył się z dronem

Samolot został wycofany z eksploatacji w celu przeprowadzenia inspekcji

Samolot pasażerski linii JetBlue zderzył się z dronem podczas podejścia do jednego z największych i najbardziej ruchliwych lotnisk w Stanach Zjednoczonych. Załoga maszyny zgłosiła wieży kontroli ruchu lotniczego, że podczas dolotu doszło do kontaktu z bezzałogowym statkiem powietrznym. Według relacji pilotów dron miał uderzyć w samolot w rejonie znajdującym się dokładnie nad kokpitem.

Samolot JetBlue zderzył się z dronem podczas lądowania

Z dostępnych informacji wynika, że chodziło o lot JetBlue 948, wykonywany Airbusem A321 z Las Vegas. Piloci otrzymali zgodę na lądowanie na pasie 13L nowojorskiego lotniska Kennedy’ego. Zanim jednak maszyna dotknęła ziemi, załoga przekazała kontrolerom, że podczas dolotu przez punkt ASALT samolot zderzył się z dronem. Kontroler z niedowierzaniem dopytywał załogę, czy rzeczywiście mówi o zderzeniu, a piloci potwierdzili, że obiekt uderzył w maszynę tuż nad kokpitem. Na szczęście incydent zakończył się bezpiecznym lądowaniem, ale jego okoliczności są poważne. Według relacji załogi Airbus i dron znalazły się bowiem na kursie kolizyjnym na wysokości 3000 stóp, czyli ponad 900 metrów. Bezzałogowy statek powietrzny pojawił się więc w intensywnie kontrolowanej przestrzeni lotniczej, w której to piloci wykonują procedury związane z końcowym etapem lotu.

Czytaj też: Polacy zamykają lotniska przez rosyjskie drony. A Rosjanie śmigają nad nami na wakacje

Sprawę potwierdziły zarówno amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa, jak i linie JetBlue. W związku z incydentem prowadzone jest postępowanie wyjaśniające. Przewoźnik poinformował, że samolot o rejestracji N979JT został skierowany do kontroli technicznej. Nie przekazano informacji o widocznych uszkodzeniach maszyny, jednak samolot został wycofany z eksploatacji w celu przeprowadzenia inspekcji. W przypadku lotnictwa pasażerskiego nawet brak widocznych śladów uderzenia nie oznacza, że zdarzenie można zignorować. Po takim incydencie konieczne jest sprawdzenie maszyny zgodnie z procedurami bezpieczeństwa. Nie wiadomo jeszcze, kto odpowiadał za lot drona, który miał zderzyć się z Airbusem JetBlue. Nie podano również, czy operator urządzenia został ustalony. Incydent nad Nowym Jorkiem może jednak stać się kolejnym argumentem w dyskusji o kontroli lotów dronów w pobliżu portów lotniczych. 

To kolejny taki incydent

Lotnisko JFK należy do najważniejszych portów lotniczych obsługujących Nowy Jork. Ruch w jego rejonie jest intensywny, a podejścia do lądowania odbywają się według ściśle określonych procedur. Pojawienie się drona na wysokości, na której znajdował się Airbus A321, oznacza nie tylko zagrożenie dla konkretnej załogi i pasażerów, ale również potencjalny problem dla całej organizacji ruchu lotniczego w danym sektorze. Kontrolerzy muszą mieć bowiem pewność, że przestrzeń, w której prowadzą samoloty na podejściu, jest wolna od nieautoryzowanych obiektów. Szczególnie niepokojące jest to, że incydent z udziałem Airbusa JetBlue nie był odosobnionym przypadkiem w ostatnich dniach. Zaledwie w piątek załoga United Airlines, wykonująca lot 1513 z Key West, podczas podejścia do lotniska Newark uniknęła zderzenia z większym dronem. W tamtej sytuacji chodziło o Boeinga 737 MAX, który przeleciał nad bezzałogowym statkiem powietrznym w odległości szacowanej przez pilotów na zaledwie około 30 metrów. Według ich oceny dron miał szerokość około 90 centymetrów.

Czytaj też: Rosyjskie drony nad Polską. Co z nimi oraz czy będzie ich więcej?

Drony, choć powszechnie wykorzystywane do celów rekreacyjnych, filmowych czy technicznych, w rejonie operacji lotniczych mogą stanowić poważne zagrożenie. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których operator traci kontrolę nad urządzeniem albo świadomie dopuszcza się lotu w przestrzeni, gdzie odbywa się ruch samolotów pasażerskich. Nawet niewielki obiekt może być groźny, jeśli znajdzie się na torze lotu maszyny komunikacyjnej. W tym przypadku piloci wskazali, że dron uderzył dokładnie nad kokpitem. To bardzo istotny szczegół, ponieważ przednia część samolotu jest kluczowa z punktu widzenia bezpieczeństwa lotu. Znajdują się tam elementy związane z widocznością załogi, struktura kadłuba oraz obszar bezpośrednio poprzedzający kabinę pilotów. Wprawdzie JetBlue poinformowało, że nie stwierdzono widocznych uszkodzeń, ale już samo miejsce zgłoszonego kontaktu pokazuje, że sprawa wymaga formalnej kontroli technicznej i wyjaśnienia przez odpowiednie służby.

Wysokie zyski PLL LOT. Przewoźnik notuje rekordowe wyniki

Znajdziesz nas w Google News

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button