Linie lotnicze airBaltic ograniczają połączenia z Polski. Łotewski przewoźnik w ciągu zaledwie miesiąca wycofał się z dwóch ważnych połączeń obsługiwanych z Polski. Najpierw z systemów rezerwacyjnych zniknęła trasa Kraków-Wilno, a następnie skasowane zostało połączenie Warszawa-Ryga. Decyzja airBaltic wpisuje się w szerszy kontekst problemów, z jakimi mierzy się obecnie branża lotnicza.
airBaltic tnie połączenia z Polski
Według informacji podanych przez Fly4free, airBaltic w ciągu ostatniego miesiąca anulował dwa połączenia z Polski. Pod koniec maja anulowane zostało połączenie Kraków-Wilno, natomiast 29 czerwca skasowana została trasa Warszawa-Ryga. Szczególnie ważna jest druga trasa, ponieważ Ryga pozostaje główną bazą airBaltic i naturalnym centrum przesiadkowym łotewskiego przewoźnika. Połączenie ze stolicy Polski miało znaczenie nie tylko dla osób podróżujących bezpośrednio między Warszawą a Łotwą, lecz także dla pasażerów, którzy mogli wykorzystywać Rygę jako punkt dalszych przesiadek. Nie mniej wymowna jest jednak decyzja dotycząca drugiego połączenia. Kraków należy do najważniejszych lotnisk regionalnych w Polsce, a Wilno jest jednym z kluczowych miast regionu bałtyckiego. Połączenie między tymi miastami mogło być atrakcyjne zarówno dla turystów, jak i dla osób podróżujących biznesowo lub odwiedzających rodzinę.
Cięcia są tym bardziej zauważalne, że airBaltic wcześniej próbował rywalizować o pasażerów na trasach, na których obecni byli także inni przewoźnicy. Łotewska linia zabiegała o klientów LOT-u i Wizz Aira, latających na tych samych kierunkach. To oznacza, że airBaltic nie wchodził na całkowicie puste nisze, lecz próbował konkurować tam, gdzie pasażerowie mieli już alternatywę. Taka rywalizacja mogła być trudna z kilku powodów. LOT jako polski przewoźnik narodowy ma silną pozycję na rynku krajowym, szczególnie w Warszawie. Z kolei Wizz Air dysponuje rozpoznawalnym modelem taniego latania i mocną pozycją na wielu trasach z Europy Środkowo-Wschodniej. Pasażerowie wybierający loty na krótkich i średnich dystansach często kierują się przede wszystkim ceną, godziną rejsu oraz wygodą dojazdu na lotnisko, a nie samą marką przewoźnika. Skasowanie połączeń z Krakowa i Warszawy można więc odczytywać jako próbę ograniczenia strat i przesunięcia zasobów tam, gdzie przewoźnik widzi większy potencjał.
Czytaj też: Linie lotnicze lecą w górę z cenami. Drożyzna sięga nieba
Linia skasowała dwie ważne trasy, ale jednocześnie zapowiada powrót z nową ofertą jesienią. Od końca października airBaltic ma uruchomić trzy połączenia na Gran Canarię z Warszawy, Katowic i Poznania. Zamiast utrzymywać trasy do krajów bałtyckich, ma skoncentrować się na kierunku typowo wypoczynkowym, który może być atrakcyjny w sezonie jesienno-zimowym. Nie zmienia to jednak faktu, że dla pasażerów zainteresowanych podróżami do państw bałtyckich decyzje airBaltic są realnym pogorszeniem oferty. Nawet jeśli przewoźnik pozostanie obecny w Polsce, jego rola na rynku będzie inna niż dotychczas.
Problemy finansowe airBaltic zwiększają niepewność
Na decyzje dotyczące siatki połączeń nakłada się również sytuacja finansowa przewoźnika. Problemy airBaltic są na tyle poważne, iż rząd łotewski musiał udzielić linii specjalnej pożyczki, aby pomóc jej utrzymać płynność finansową. Rosnące ceny paliwa wpływają na koszty operacyjne, a wdrażanie systemu EES powoduje dodatkowe utrudnienia organizacyjne także u innych przewoźników. W efekcie pasażerowie częściej słyszą o opóźnieniach, anulowanych rejsach i zmianach w rozkładach.
Na tle decyzji airBaltic szczególnie mocno widać działania Lufthansy, która skasowała z letniego rozkładu 20 tysięcy lotów na wakacje. Wśród skasowanych tras znalazły się połączenia Gdańsk-Monachium, Katowice-Frankfurt, Bydgoszcz-Frankfurt oraz Rzeszów-Frankfurt. Zawieszone trasy mają nie wrócić do zimowego rozkładu, co oznacza brak tych połączeń co najmniej do końca października. Niemiecki przewoźnik zmaga się z licznymi problemami, a rok rozpoczął się od strajków paraliżujących ruch na największych lotniskach Europy. Dodatkowym elementem kryzysu była likwidacja Lufthansa CityLine, czyli linii-córki działającej przez ponad 30 lat.
Czytaj też: Lufthansa odwołuje 20 tysięcy lotów! Chcą zaoszczędzić na paliwie…
Na rynku są jednak również przewoźnicy, którzy w obecnej sytuacji radzą sobie znacznie lepiej. Ryanair, choć ostrzegał przed możliwymi problemami części przewoźników, sam zabezpieczył się na najbliższe miesiące poprzez hedging paliwowy, czyli zawarcie umów, które pozwalają ograniczyć wpływ wzrostu cen paliwa na koszty działalności. Irlandzki przewoźnik ma zabezpieczone 80 procent swojego zapotrzebowania na paliwo ten i początek przyszłego roku. Prezes linii lotniczej Ryanair w Polsce w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przekazał, że przewoźnik planuje zwiększenie liczby samolotów obsługujących trasy z Polski aż o osiem maszyn. W tym roku linia spodziewa się także wzrostu liczby pasażerów o 20 procent w porównaniu z poprzednim rokiem.
Znajdziesz nas w Google NewsNowe połączenia z Katowice Airport. Sześć kierunków od Ryanair i Wizz Air






