KolejowyTransport

RegioJet wróci do Polski? Czesi trollują Intercity

Czeski przewoźnik złożył ponad 30 wniosków o przyznanie tras w nowym rozkładzie jazdy

Czy RegioJet wróci do Polski po jego głośnym wycofaniu się z krajowych tras? Czeski przewoźnik, który niedawno ograniczył działalność w naszym kraju, złożył ponad 30 wniosków o przyznanie tras w nowym rozkładzie jazdy. Chodzi o połączenia krajowe, w tym relacje z Warszawy do Gliwic, Krakowa, Poznania, Szczecina i Wrocławia. Problem w tym, że wciąż nie wiadomo, czy pociągi RegioJetu rzeczywiście wyjadą na tory, czy tylko zajmą miejsce w rozkładzie, komplikując planowanie połączeń innym przewoźnikom, w tym PKP Intercity.

RegioJet złożył wnioski na 35 tras

Według ustaleń Interii RegioJet złożył wnioski dotyczące łącznie 35 krajowych połączeń w obie strony. Miałyby one zostać uwzględnione przez PKP Polskie Linie  Kolejowe przy tworzeniu rocznego rozkładu jazdy, który zacznie obowiązywać od połowy grudnia. Mowa o trasach istotnych dla całej sieci kolejowej, w tym o połączeniach ze stolicy w kierunku Krakowa, Gliwic, Wrocławia, Poznania i Szczecina. Są to więc dokładnie te relacje, na których przepustowość ma ogromne znaczenie nie tylko dla pociągów dalekobieżnych, lecz także dla przewozów regionalnych i aglomeracyjnych.

Największe zdziwienie budzi moment złożenia wniosków. RegioJet na początku kwietnia ogłosił, że od 4 maja wycofuje się z krajowych połączeń w Polsce. Czeski przewoźnik utrzymał tylko dwie relacje międzynarodowe do Pragi, z Warszawy oraz z Przemyśla. Tym samym zakończył próbę konkurowania z PKP Intercity na polskim rynku po niespełna ośmiu miesiącach. Wyjściu z Polski towarzyszyły ostre komunikaty i zarzuty pod adresem polskich decydentów kolejowych, dlatego nowe wnioski wywołują pytanie, czy RegioJet faktycznie planuje powrót, czy jedynie zabezpiecza sobie miejsce na przyszłość.

Czytaj też: RegioJet wycofuje się z Polski! Nie wytrzymali nawet roku

W pożegnalnym oświadczeniu właściciel firmy, Radim Jančura, nie zamknął całkowicie drzwi do ponownego wejścia na polski rynek. Sugerował, że powrót mógłby być możliwy, gdy pojawią się bardziej sprzyjające warunki. Obecne działania przewoźnika sprawiają jednak, że sytuacja staje się niejednoznaczna. Skoro RegioJet dopiero co zrezygnował z połączeń krajowych, to dlaczego składa wnioski o tak szeroką siatkę tras w kolejnym rozkładzie? Rzecznik firmy Lukáš Kubát nie odpowiedział wprost na medialne pytania dotyczące rzeczywistych intencji przewoźnika. Potwierdził jedynie, że wnioski o przydzielenie tras na rozkład 2026/2027 zostały złożone, a proces ich rozpatrywania przez PLK nadal trwa.

Złożyliśmy wnioski o przydzielenie tras dla pociągów w rozkładzie jazdy 2026/2027. Są one obecnie rozpatrywane przez PLK i wkrótce powinno się odbyć spotkanie koordynacyjne. Proces przydzielania tras pociągów wciąż trwa, a ostateczny kształt rozkładu jazdy na ten okres będzie zależał od jego wyników – przekazał Interii przedstawiciel RegioJet.

Uderzenie w polskich przewoźników

Z formalnego punktu widzenia sprawa jest dla PKP kłopotliwa. Spółka potwierdza, że jeżeli przewoźnik spełnia wymagania i zaakceptuje opracowane trasy, to pociągi objęte wnioskami powinny zostać uwzględnione w rozkładzie jazdy. Oznacza to, że na kluczowych liniach trzeba byłoby znaleźć miejsce dla składów, które być może nigdy nie wyjadą. W praktyce mogłoby to prowadzić do fikcyjnego ograniczenia przepustowości, szczególnie na najbardziej obciążonych odcinkach oraz przy wjazdach do dużych aglomeracji. Od decyzji czeskiego przewoźnika może zależeć kształt rozkładu jazdy, liczba dostępnych slotów oraz stabilność planowania połączeń przez innych operatorów. Jeśli miejsce w rozkładzie zostanie przydzielone RegioJetowi, ale przewoźnik później z niego nie skorzysta, ucierpieć mogą inni przewoźnicy, którzy realnie chcieliby uruchamiać pociągi. Jeżeli natomiast RegioJet faktycznie wróci, konkurencja na polskich torach może ponownie nabrać tempa, choć tym razem na znacznie trudniejszych warunkach.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że RegioJet posiada decyzje o otwartym dostępie do wielu tras w Polsce. Otwarty dostęp to formalna zgoda wydawana przez Urząd Transportu Kolejowego, która pozwala przewoźnikowi uruchamiać pociągi pasażerskie na określonej relacji. Dopiero po uzyskaniu takiej zgody można składać wnioski do zarządcy infrastruktury, czyli PLK, o konkretne trasy w rozkładzie jazdy. RegioJet ma takie decyzje między innymi dla połączeń z Warszawy do Krakowa, Trójmiasta, Poznania, Wrocławia, Szczecina i Berlina. Z części tych tras już korzystał, inne pozostawały jedynie potencjalną możliwością.

Czytaj też: Przelot F-35 nad Polską. W tle plany na zakup kolejnych eskadr dla Sił Powietrznych

Kluczowe jest to, że decyzje o otwartym dostępie nie wygasają automatycznie w momencie, gdy przewoźnik rezygnuje z uruchamiania pociągów. Są ważne przez określony czas, na przykład przez kilka lat. To oznacza, że RegioJet, mimo wycofania się z krajowych kursów, nadal może korzystać z wcześniej uzyskanych uprawnień i ubiegać się o przydział tras. Do tej pory taka konstrukcja prawna nie musiała budzić większych emocji. Teraz jednak pokazuje, że przewoźnik może formalnie zajmować miejsce w procesie układania rozkładu nawet wtedy, gdy jego realne plany operacyjne pozostają niejasne.

Wiarygodność Czechów

Ekspert ds. transportu i były wiceprezes Polregio Marcel Klinowski ocenił tę sytuację jako bezprecedensową. Zwrócił uwagę, że RegioJet zakończył działalność na trasach krajowych zaledwie miesiąc wcześniej, a mimo to ubiega się o przepustowość dla jeszcze szerszej siatki połączeń. Jednocześnie podkreślił, że przewoźnik ma do tego pełne prawo, ponieważ posiada otwarte dostępy. Według Klinowskiego niewiele jednak wskazuje na to, aby RegioJet był dziś gotowy wrócić do Polski w skali wynikającej ze złożonych wniosków. Tak szeroka działalność wymagałaby zaplecza technicznego, zdolności utrzymania taboru oraz dużej liczby wykwalifikowanych pracowników. Mowa nie o kilku osobach, lecz o setkach maszynistów, konduktorów i pracowników operacyjnych. 

Do tego potrzeba zdolności w zakresie utrzymania taboru i wykwalifikowanego personelu liczonego w setki osób. Tymczasem wiarygodność tej firmy jako pracodawcy jest w branży kolejowej niska. W ostatnich miesiącach maszyniści i konduktorzy mieli składane obietnice bardzo konkurencyjnych pensji i wysokich premii za przejście do RegioJet. Wraz z raptownym wyjściem z rynku spora część tych obietnic okazała się nieaktualna i pracownicy zostali pozostawieni sami sobie – nadmienia.

Dla PKP Intercity sytuacja jest niewygodna, ale niekoniecznie musi oznaczać natychmiastowe zagrożenie. Jeśli RegioJet rzeczywiście wróci, konkurencja na części tras może się odnowić. Jeśli jednak czeskie wnioski pozostaną tylko formalnym ruchem, największym problemem będzie nie rywalizacja o pasażera, lecz rywalizacja o miejsce w rozkładzie. Właśnie dlatego cała sprawa wygląda jak kolejowe „trollowanie” Intercity i całego systemu planowania połączeń.

Sanepid zamknął magazyn RegioJet! Przeterminowane jedzenie i woda na paletach

Znajdziesz nas w Google News

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button