Niedzielne popołudnie na Śląsku mogło zakończyć się dramatem. Wszystko zaczęło się od brutalnego incydentu, którego efektem była kradzież samochodu. Złodziej najpierw ukradł auto, a następnie porzucił je na torach, doprowadzając do zderzenia z pociągiem, którym podróżowało ponad sto osób. Dzięki czujności i opanowaniu maszynisty udało się uniknąć najgorszego scenariusza.
Porzucił skradzione auto na torach
Cała sytuacja rozpoczęła się na jednej z ulic w Mikołowie. Kobieta kierująca Volkswagenem Polo została zmuszona do nagłego zatrzymania pojazdu, gdy na drogę wszedł nieznany mężczyzna. Napastnik otworzył drzwi jej auta i siłą wyciągnął kierującą z wnętrza pojazdu, po czym odjechał skradzionym samochodem w stronę Łazisk Górnych. Tam skręcił w ślepą uliczkę zakończoną torowiskiem i podjął próbę przejazdu przez tory kolejowe poza wyznaczonym przejazdem. Samochód utknął na wysokich szynach, co uniemożliwiło złodziejowi dalszą jazdę. W tej sytuacji sprawca porzucił auto na torach i uciekł pieszo.
Czytaj też Zauważył kradzież ładunku. Staranował ich ciężarówką
Niedługo później w pozostawiony na torowisku samochód uderzył pociąg Kolei Śląskich, który przewoził około 110 pasażerów. Pomimo kolizji pociąg nie został poważnie uszkodzony, co pozwoliło na kontynuowanie jazdy do najbliższej stacji w Łaziskach Górnych, gdzie zapewniono pasażerom komunikację zastępczą. Na miejsce natychmiast skierowano służby ratunkowe. W działaniach uczestniczyły jednostki Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczej Straży Pożarnej. Ich zadaniem było zabezpieczenie miejsca zdarzenia oraz upewnienie się, że nie istnieje dalsze zagrożenie.
Samochód marki VW Polo został prawdopodobnie porzucony na torowisku (w chwili zderzenia nikogo nie było w środku), a kierowca oddalił się z miejsca zdarzenia. Pociągiem Kolei Śląskich podróżowało około 110 osób, na szczęście nikomu nic się nie stało – czytamy w komunikacie Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Mikołowie.
Intensywne poszukiwania
Policja błyskawicznie rozpoczęła ustalanie okoliczności zdarzenia. Już na wczesnym etapie potwierdzono, że samochód pozostawiony na torach został skradziony krótko przed wypadkiem. Do akcji poszukiwania złodzieja zaangażowano funkcjonariuszy z kilku miast, w tym z Katowic, Tychów i Bielska-Białej. W działaniach wykorzystano nowoczesny sprzęt, w tym drona z kamerą termowizyjną. Istotną rolę odegrały również psy tropiące, które podjęły ślad sprawcy. Intensywne działania przyniosły szybki efekt. Trop prowadził w kierunku Tychów, gdzie sprawca próbował się ukryć. Dzięki skoordynowanej akcji policjantów udało się go namierzyć i zatrzymać jeszcze przed północą. Zatrzymanym okazał się 27-letni mężczyzna z powiatu cieszyńskiego.
Czytaj też Zondacrypto – czym jest, jak działa i dlaczego znalazła się w centrum kontrowersji?
Śledczy traktują sprawę znacznie poważniej niż “zwykłą kradzież auta”. Zatrzymany może usłyszeć zarzut rozboju, za który w polskim prawie grozi kara od 2 do nawet 15 lat więzienia, ponieważ użył przemocy wobec kierującej i siłą odebrał jej samochód. Porzucenie auta na torach i doprowadzenie do zderzenia z pociągiem mogą zostać zakwalifikowane jako sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Za taki czyn grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Ostateczny wymiar kary będzie zależał od decyzji prokuratury i sądu oraz tego, jakie dokładnie zarzuty zostaną mu postawione i czy zostaną połączone w jednym postępowaniu.
Znajdziesz nas w Google NewsSanepid zamknął magazyn RegioJet! Przeterminowane jedzenie i woda na paletach






