Sytuacje lotnicze potrafią zaskakiwać, ale to, co wydarzyło się 14 kwietnia na francuskim lotnisku Vatry, wywołało prawdziwe zdumienie. Niemal 200 pasażerów oczekujących na lot do Maroka nie weszło na pokład maszyny. Samolot należący do Ryanair co prawda odleciał do Marrakeszu zgodnie z planem, tyle że… całkowicie pusty.
Samolot Ryanair odleciał pusty do Maroka
Tego dnia wszystko wskazywało na standardowy przebieg podróży. Pasażerowie pojawili się na lotnisku Châlons Vatry odpowiednio wcześniej i już przygotowywali się do odprawy, lecz wtedy pojawił się jeden, znaczący problem. Okazało się bowiem, że na lotnisku… nie ma pracowników odpowiedzialnych za przeprowadzanie kontroli bezpieczeństwa. Jak relacjonował w rozmowie z Le Figaro dyrektor lotniska FabricePauquet, niemal cały personel przebywał tego dnia na zwolnieniach lekarskich, przez co pasażerowie nie mogli przejść do strefy zastrzeżonej lotniska. Bez tego etapu wejście na pokład samolotu jest po prostu niemożliwe, a samolot Ryanair… odleciał pusty.
W efekcie aż 192 osoby, które planowały podróż do Maroka, utknęły w ogólnodostępnej części lotniska. Choć formalnie były już gotowe do lotu, brak możliwości przejścia kontroli bezpieczeństwa całkowicie uniemożliwił dalszą podróż. Co istotne, za organizację kontroli bezpieczeństwa odpowiadała zewnętrzna firma. To ona nie zapewniła odpowiedniej liczby pracowników i nie poinformowała lotniska o problemach kadrowych. W efekcie zarządzający portem lotniczym zostali postawieni przed faktem dokonanym, bez możliwości szybkiego rozwiązania sytuacji.
Czytaj też: Absurd na katowickim lotnisku! Samolot odleciał bez czekających pasażerów!
Czemu przewoźnik nie zaczekał?
W tej sytuacji naturalnie nasuwa się pytanie dlaczego maszyna nie zaczekała. Odpowiedź wynika z realiów funkcjonowania współczesnego lotnictwa. Linie takie jak Ryanair operują według bardzo napiętych harmonogramów. Samoloty są wykorzystywane niemal bez przerwy, a czas postoju na lotnisku jest ograniczony do minimum. Każde opóźnienie może wywołać efekt domina, wpływając na kolejne loty w ciągu dnia.
Dodatkowo lotniska docelowe, takie jak to w Marrakeszu, funkcjonują w oparciu o system tzw. slotów czasowych. Są to konkretne przedziały, w których samolot może wystartować lub wylądować. Znaczne opóźnienie mogłoby oznaczać utratę takiego slotu. W tej sytuacji przewoźnik zdecydował się na start zgodnie z harmonogramem, aby uniknąć dalszych komplikacji operacyjnych. Choć z punktu widzenia pasażerów decyzja wydaje się trudna do zaakceptowania, z perspektywy logistyki lotniczej była ona przewidywalna.
Czytaj też: Maroko pójdzie za przykładem Polski? Rabat ma na oku nowe czołgi
Czy pasażerowie mają szansę na odszkodowanie?
Outsourcing usług, choć często opłacalny, wiąże się z ryzykiem. Najbardziej dotkliwym aspektem całej sytuacji jest jednak kwestia rekompensat. Wszystko wskazuje na to, że uzyskanie odszkodowania może być wyjątkowo trudne. Zgodnie z obowiązującymi przepisami unijnymi linie lotnicze są zobowiązane do wypłaty odszkodowań w określonych przypadkach, jednak tylko wtedy, gdy ponoszą odpowiedzialność za zakłócenie lotu. W tym przypadku przewoźnik argumentuje, że sytuacja była całkowicie niezależna od niego, a problem leży po stronie infrastruktury lotniskowej.
Z kolei lotnisko zrzuca odpowiedzialność na firmę zewnętrzną, która odpowiada za kontrolę bezpieczeństwa. Ta z kolei tłumaczy się brakiem możliwości szybkiego uzupełnienia kadry. W efekcie pasażerowie zostają w trudnym położeniu, ponieważ każda ze stron odsyła ich gdzie indziej. Niewykluczone, że podróżni będą musieli dochodzić swoich praw na drodze sądowej. To często jedyna realna możliwość odzyskania pieniędzy w przypadku tak skomplikowanych zdarzeń.
Znajdziesz nas w Google NewsRosja zapłaci Azerom za zestrzelenie samolotu. Zbrodniarza ruszyło sumienie?






