Wojna na Bliskim Wschodzie uderzyła nie tylko w państwa i gospodarki, lecz także w tysiące zwykłych ludzi pracujących na morzu. Około dwudziestu tysięcy marynarzy utknęło na statkach w Zatoce Perskiej i w praktyce odcięto im możliwość dalszej żeglugi przez Cieśninę Ormuz. To nie są pojedyncze jednostki ani marginalny problem. Mowa o około trzech tysiącach statków różnego typu, od kontenerowców i tankowców, przez masowce, aż po gazowce i jednostki offshore.
Wojna na Bliskim Wschodzie uderzyła w marynarzy
Cieśnina Ormuz od dawna uznawana jest za jeden z najważniejszych szlaków transportowych świata. To przez nią przepływa znacząca część globalnych dostaw ropy i gazu. Wojna na Bliskim Wschodzie i obecna blokada sprawiły jednak, że ten kluczowy punkt zamienił się w miejsce wysokiego ryzyka. Na wodach w pobliżu Iranu, Iraku, Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru i Bahrajnu utknęło tysiące statków, na których obecnie znajduje się ponad dwadzieścia tysięcy marynarzy. Część jednostek pozostaje na redzie portów, inne dryfują w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń. Do tej liczby należy doliczyć również statki wycieczkowe, na których przebywa dodatkowo co najmniej piętnaście tysięcy osób.
Międzynarodowa Organizacja Morska nie pozostawia wątpliwości co do oceny sytuacji. Określa ją jako nieakceptowalną i nie do utrzymania, podkreślając jednocześnie, że marynarze nie mogą być traktowani jako cel działań militarnych. Nie chodzi już tylko o utrudnienia logistyczne. W ostatnich dniach doszło do serii poważnych incydentów, które potwierdzają, że zagrożenie jest jak najbardziej realne. W jednym z ataków, do którego doszło 6 marca, zginęło co najmniej czterech marynarzy, a trzech zostało rannych. Wcześniejsze zdarzenia również przyniosły ofiary śmiertelne. Jednym z najbardziej dramatycznych przykładów był atak rakietowy na holownik oceaniczny. Takie sytuacje jasno pokazują, że załogi statków cywilnych znalazły się w środku konfliktu, mimo że nie mają z nim bezpośredniego związku.
Czytaj też: Iran zablokuje całe Morze Czerwone? Pomogą im rebelianci Huti
Długotrwałe przebywanie w strefie zagrożenia zaczyna odbijać się na kondycji psychicznej załóg. Niepewność, brak możliwości zejścia na ląd oraz ciągłe napięcie związane z ryzykiem ataku prowadzą do narastającego stresu. Problemem staje się również przekraczanie okresów kontraktowych. Wielu marynarzy nie może wrócić do domu mimo zakończenia umów. Sytuacja ta przypomina kryzys rotacji załóg z czasów pandemii COVID-19, jednak obecne warunki są dodatkowo obciążone ryzykiem militarnym. Międzynarodowe regulacje, w tym Konwencja o pracy na morzu z 2006 roku, jasno określają prawa marynarzy do repatriacji i odpoczynku. W obecnych realiach ich egzekwowanie staje się jednak niezwykle trudne.
🚨#Iran has officially monetized the Strait of #Hormuz.
$2 million per voyage. Accepted in cash, #crypto, or barter.
3,200 ships and 40,000 sailors are waiting on the other side of that price tag.
Source: Al Jazeera#Irán pic.twitter.com/DNBPu7aM79
— Chaudhary Parvez (@ChaudharyParvez) March 20, 2026
Uznanie regionu za strefę działań wojennych
Na poziomie formalnym sytuacja została już sklasyfikowana jako wyjątkowo poważna. Obszar obejmujący Cieśninę Ormuz, Zatokę Omańską oraz Zatokę Perską uznano za strefę działań wojennych na początku marca. Decyzja ta niesie ze sobą konkretne konsekwencje dla marynarzy i armatorów. Wprowadza między innymi możliwość odmowy pracy w niebezpiecznym rejonie, wyższe wynagrodzenia oraz rozszerzoną ochronę ubezpieczeniową. Jednak nawet te środki nie rozwiązują podstawowego problemu. Statki pozostają na miejscu, a załogi nadal nie mają realnej możliwości bezpiecznego opuszczenia regionu. Nawet najlepiej przygotowany statek cywilny nie jest w stanie skutecznie bronić się przed atakami z użyciem nowoczesnej broni. To sprawia, że decyzje o dalszym ruchu jednostek są niezwykle trudne i obarczone ogromnym ryzykiem.
Czytaj też: Cieśnina Ormuz w centrum globalnej gry o energię. Co oznacza dla cen ropy i gazu w Europie?
Międzynarodowa Organizacja Morska wzywa do podjęcia natychmiastowych działań. Kluczowe znaczenie ma stworzenie bezpiecznych korytarzy morskich, które umożliwiłyby statkom opuszczenie regionu. Równie istotna jest możliwość ewakuacji załóg na ich wniosek oraz zapewnienie dostępu do opieki medycznej i wsparcia psychologicznego. Organizacja podkreśla, że odpowiedzialność spoczywa zarówno na państwach nadbrzeżnych, jak i państwach bandery oraz operatorach statków. Koordynacja działań na poziomie międzynarodowym staje się niezbędna, aby zapobiec dalszej eskalacji kryzysu.
Kanał Salmana alternatywą dla Cieśniny Ormuz? Przez wojnę pomysł wraca na tapet





