Wojna i napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie uderzyły nie tylko w rynek energetyczny i transport metali szlachetnych z Dubaju, ale także w branżę, która na pierwszy rzut oka nie ma z tym wszystkim bezpośredniego związku. Konflikt między Iranem a USA i Izraelem zaczął realnie wpływać na globalne łańcuchy dostaw sektora fast fashion, powodując opóźnienia w transporcie ubrań z Azji Południowej. Zakłócenia w ruchu lotniczym nad częścią regionu sprawiły, że transporty odzieży utknęły w Indiach i Bangladeszu. Problemy dotykają zarówno producentów, jak i największe sieci handlowe, które opierają swoją działalność na szybkim przepływie towarów między kontynentami.
Wojna na Bliskim Wschodzie
Wojna między Iranem oraz USA i Izraelem skutkowała wprowadzeniem ograniczeń w ruchu lotniczym na Bliskim Wschodzie. Dla wielu firm oznacza to poważne komplikacje w transporcie towarów, ponieważ przez tę część świata przebiega jeden z najważniejszych korytarzy lotniczych łączących Azję z Europą. I tak też konflikt zaczął realnie wpływać na globalne łańcuchy dostaw sektora fast fashion, powodując opóźnienia w transporcie ubrań z Azji Południowej. Problemy logistyczne najbardziej widoczne są w portach lotniczych w Bangladeszu i Indiach, skąd wysyłana jest ogromna część produkcji odzieżowej dla zachodnich marek.
Zablokowane zostały transporty przeznaczone m.in. dla takich marek jak Zara, M&S, Next czy Primark. Przedsiębiorstwa logistyczne i producenci odzieży wskazują, że głównym problemem jest brak możliwości wykorzystania standardowych tras transportowych. Shovon Islam, dyrektor zarządzający Sparrow Group, jednego z ważnych dostawców dla tych marek, przyznał, że część przesyłek z odzieżą utknęła na lotnisku w Dhace, stolicy Bangladeszu. Transporty te miały zostać wysłane do Wielkiej Brytanii przez Dubaj. Gdy operacje w tamtejszym porcie lotniczym zostały zawieszone, przesyłki nie mogły kontynuować podróży. Co prawda istnieją alternatywne trasy lotnicze, ale ich wykorzystanie okazuje się znacznie droższe i logistycznie trudniejsze. Dla firm, które działają w modelu szybkiej mody i muszą dostarczać nowe kolekcje w bardzo krótkim czasie, każdy dzień opóźnienia oznacza realne straty.
Czytaj też: USA z Izraelem uderzyły w Iran. Wymiana ciosów stała się faktem
Współczesny przemysł odzieżowy działa bowiem w oparciu o złożone łańcuchy dostaw. Choć projektowanie kolekcji odbywa się często w Europie lub Stanach Zjednoczonych, jej produkcja realizowana jest w Azji, a sprzedaż rozciąga się na rynki całego świata. Produkcja ubrań dla największych sieci odzieżowych od lat koncentruje się w takich krajach jak Bangladesz, Indie czy Pakistan. To właśnie tam znajdują się setki fabryk współpracujących z globalnymi markami. Region Bliskiego Wschodu pełni w tym mechanizmie kluczową rolę. Lotniska w Zatoce Perskiej od lat funkcjonują jako ogromne węzły przesiadkowe i logistyczne łączące Azję, Europę oraz Afrykę. Taki model pozwala ograniczać koszty, ale jednocześnie czyni branżę szczególnie wrażliwą na zakłócenia transportowe i polityczne. Wystarczy jeden poważny problem, aby cały system zaczął się zacinać.
Czy transport morski rozwiąże problem?
Dla największych koncernów odzieżowych Azja Południowa jest jednym z kluczowych centrów produkcyjnych. Przykładowo Inditex, właściciel marki Zara, współpracuje z setkami dostawców w tym regionie. Z danych zawartych w raporcie rocznym firmy za 2023 rok wynika, że koncern ma około 150 dostawców w Bangladeszu, 122 w Indiach oraz 69 w Pakistanie. Tak rozbudowana sieć produkcyjna oznacza ogromne wolumeny transportów, które każdego dnia trafiają do Europy i innych części świata. Wstrzymanie części połączeń lotniczych sprawia więc, że problem nie dotyczy pojedynczych przesyłek, lecz całych serii zamówień przygotowanych dla nowych kolekcji. W branży fast fashion, gdzie kluczowe jest szybkie reagowanie na trendy i błyskawiczne wprowadzanie produktów do sklepów, opóźnienia logistyczne mają szczególnie duże znaczenie.
Część sieci odzieżowych, w tym Primark, H&M czy Marks & Spencer, wskazuje, że zdecydowana większość ich transportu odbywa się drogą morską. Statki kontenerowe pozostają najtańszą metodą przewozu dużych partii odzieży między Azją a Europą. Sęk w tym, że wojna na Bliskim Wschodzie może wpłynąć także na transport morski. Kluczową rolę odgrywa tutaj Cieśnina Ormuz, jeden z najważniejszych szlaków żeglugowych świata. Jej blokada skutkuje przekierowaniem części statków płynących z Zatoki Perskiej na szlak przez Morze Czerwone i Kanał Sueski. Niestety również ten region nie jest do końca bezpieczny, głównie przez potencjalne ataki rebeliantów Huti. Armatorom zostaje więc omijanie Bliskiego Wschodu i Afryki przez transport wokół Przylądka Dobrej Nadziei.
Czytaj też: Wojna na Bliskim Wschodzie zakłóca logistykę. Tranzyt spadł o ponad 80%
Jeśli transporty ubrań docierają do Europy z opóźnieniem lub ich przewóz staje się droższy, konsekwencje mogą pojawić się także w sklepach. Jednym z możliwych scenariuszy jest opóźnienie wprowadzania nowych kolekcji. W branży fast fashion czas ma kluczowe znaczenie, a firmy starają się reagować na trendy niemal natychmiast. Każdy przestój logistyczny utrudnia realizację tego modelu biznesowego. Drugim potencjalnym skutkiem jest wzrost kosztów produkcji i transportu, który w dłuższej perspektywie może przełożyć się na ceny produktów. Chociaż pojedyncze zakłócenia rzadko powodują gwałtowne zmiany cen w sklepach, długotrwałe problemy logistyczne mogą wpłynąć na całą branżę.
Złoto utknęło w Dubaju. Wojna paraliżuje nie tylko transport ropy





