DrogowyTransport

Rząd nakazał wprowadzić SCT w Katowicach. Na podstawie… danych z jednej stacji

Decyzję podjęło Ministerstwo Klimatu i Środowiska opierając się na danych… z jednej stacji pomiarowej zlokalizowanej przy autostradzie A4

Katowice muszą przygotować się do wdrożenia Strefy Czystego Transportu. Taką decyzję podjęło Ministerstwo Klimatu i Środowiska opierając się na danych… z jednej stacji pomiarowej zlokalizowanej przy autostradzie A4. Termin jest niezwykle krótki bowiem SCT w Katowicach musi ruszyć najpóźniej we wrześniu. Dla władz miasta oznacza to ogromne wyzwanie administracyjne, logistyczne i komunikacyjne.

Wymuszona SCT w Katowicach

Do Urzędu Miasta Katowice trafiło pismo z Ministerstwa Klimatu i Środowiska, zobowiązujące samorząd do opracowania szczegółowych zasad funkcjonowania Strefy Czystego Transportu. Według dokumentu, projekt SCT w Katowicach wraz z regulaminem musi być gotowy do kwietnia, natomiast sama strefa powinna zacząć obowiązywać najpóźniej z początkiem września. Podstawą do wydania rządowego nakazu stały się pomiary jakości powietrza prowadzone przez stację komunikacyjną Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska (GIOŚ), usytuowaną przy autostradzie A4. Zgodnie z najnowszym raportem, średnioroczne stężenie dwutlenku azotu (NO₂) w tym miejscu wyniosło 47 mikrogramów na metr sześcienny, co oznacza przekroczenie dopuszczalnej normy o 17 procent.

Sęk w tym, że dane, które stały się podstawą decyzji ministerstwa, pochodzą z tylko jednej stacji, zlokalizowanej przy Alejach Górnośląskich, czyli fragmencie autostrady A4 zarządzanym przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, a nie przez miasto. To miejsce o szczególnie wyjątkowo dużym natężeniu ruchu, głównie tranzytowego, a więc wyniki pomiarów nie oddają rzeczywistego poziomu zanieczyszczeń w centrum czy dzielnicach mieszkaniowych Katowic. 

Czytaj też: Strefy czystego transportu: Ekologia za którą miliony zapłacą samorządy

Władze miasta podkreślają, że opieranie decyzji o wprowadzeniu SCT na danych z trasy szybkiego ruchu jest niemiarodajne. Dopiero w ubiegłym roku udało się przekonać GIOŚ do przeniesienia stacji pomiarowej z A4 na ulicę Dudy-Gracza, czyli bliżej śródmieścia. Jak podkreśla prezydent Katowic Marcin Krupa, w nowej lokalizacji nie odnotowano żadnych przekroczeń norm jakości powietrza. Jednak zgodnie z przepisami, stacja musi funkcjonować w jednym miejscu przez pełny rok kalendarzowy, by wyniki mogły być uznane za reprezentatywne. Oznacza to, że dane z ulicy Dudy-Gracza będą mogły zostać wzięte pod uwagę dopiero w przyszłym roku. A przez odgórny nakaz resortu, na to Katowice nie mają już czasu.

Obecnie koncentrujemy się na przygotowaniu założeń dotyczących Strefy Czystego Transportu. Ze względu na terminy wyznaczone przez ministerstwo, w jakich SCT musi zostać wdrożona w Katowicach, czas na realizację tego procesu jest bardzo ograniczony – mówi w rozmowie z Interią Sandra Hajduk, rzecznik prasowa urzędu miasta w Katowicach.

Warto też zaznaczyć, że choć najwyższe stężenia NO₂ odnotowano właśnie w okolicach autostrady, przepisy zabraniają obejmowania strefą czystego transportu dróg krajowych i autostrad. Co więcej, w sąsiedztwie katowickiego odcinka A4 znajdują się strategiczne obiekty, takie jak szpitale, jednostki ratownicze i prokuratura, do których musi być zapewniony swobodny dojazd. Z tego powodu Katowice nie mogą objąć SCT obszaru wzdłuż drogi szybkiego ruchu. Miasto rozważa jednak inne rozwiązania poprawiające jakość powietrza, w tym koncepcję częściowego zadaszenia autostrady A4. Według wstępnych szacunków koszt takiej inwestycji przekroczyłby pół miliarda złotych.

Jak nie wiadomo o co chodzi…

Tło całej sprawy jest finansowe i polityczne. Strefy Czystego Transportu w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców są jednym z tzw. kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy (KPO), od których zależy wypłata unijnych funduszy. Niewdrożenie przepisów w wyznaczonym czasie mogłoby skutkować wstrzymaniem finansowania przez Komisję Europejską. Prezydent Katowic tłumaczy, że brak realizacji wytycznych Unii Europejskiej mógłby zagrozić nie tylko finansom miasta, ale również całego kraju w ramach KPO.

Jeżeli nie realizujemy tych wytycznych, które narzuca Komisja Europejska, to wtedy mogą wstrzymać finansowanie. To jest twardo zapisane – tłumaczył w telewizji publicznej Marcin Krupa, prezydent Katowic.

Włodarze miasta znaleźli się więc pod presją czasu. Urzędnicy mają zaledwie kilka miesięcy na przygotowanie i wdrożenie SCT w Katowicach. A to przecież wymaga szerokich konsultacji społecznych, uzgodnień prawnych oraz opracowania planu organizacji ruchu, co w tak krótkim terminie stanowi wyjątkowe wyzwanie. Dla porównania w Warszawie i Krakowie proces ten trwał od dwóch do trzech lat, a mimo to w przypadku stolicy Małopolski zapisy i tak budzą kontrowersje i ogólny sprzeciw mieszkańców.

Czytaj też: Pierwszy tydzień SCT w Krakowie. Mieszkańcy protestują i… kradną znaki

Zgodnie z zapowiedziami władz, Katowice prowadzą obecnie analizy możliwych scenariuszy wdrożenia Strefy Czystego Transportu. Projekt musi być nie tylko zgodny z przepisami, ale też społecznie akceptowalny. Władze miasta zapowiadają konsultacje, które mają pomóc wypracować kompromis między ochroną środowiska a potrzebami mieszkańców i przedsiębiorców. Niezależnie od kontrowersji, miasto musi dostosować się do ministerialnych wytycznych i przedstawić gotowy projekt jeszcze w tym roku.

Strefy Czystego Transportu nie dla wszystkich. Co piąty pojazd nie wjedzie

Znajdziesz nas w Google News

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button