Na lotnisku w Brukseli doszło do groźnego błędu z udziałem Airbusa A320neo należącego do linii Scandinavian Airlines. Maszyna obsługująca rejs SAS 2590 z Brukseli do Kopenhagi rozpoczęła procedurę startu… ale nie z pasa startowego. Piloci pomylili pas i skierowali samolot na drogę kołowania, gdzie rozpędzili się do 200 km/h, zanim zauważyli błąd i awaryjnie przerwali start. Całe szczęście, bo na kursie kolizyjnym maszyny, w odległości zaledwie około 70 metrów od końca tej drogi, znajduje się baza paliwowa.
Piloci SAS pomylili pas na lotnisku
Do incydentu doszło 5 lutego, tuż przed godziną 22:00, na głównym belgijskim lotnisku Bruksela-Zaventem. Piloci Airbusa A320neo linii Scandinavian Airlines otrzymali zgodę na start, jednak pomylili pas i zamiast właściwego toru startowego, samolot wjechał na równoległą do niego drogę kołowania. Tam też rozpoczęto procedurę startową, zwiększając ciąg silników i osiągając prędkość 107 węzłów, co odpowiada około 200 km/h. Zatrzymanie samolotu nastąpiło dosłownie chwilę przed osiągnięciem tzw. prędkości V1 (prędkości decyzji), czyli kluczowego momentu, po którym startu nie można już bezpiecznie przerwać. Gdyby maszyna przekroczyła ten próg, musiałaby kontynuować wznoszenie się… prosto w kierunku strefy, gdzie zlokalizowana jest lotniskowa baza paliwowa.
ADS-B data suggests that SAS flight #SK2590 attempted a take off from a taxiway at Brussels Airport, reaching a top speed of 107 kts before stopping. pic.twitter.com/9ymCbaXhJK
— Flightradar24 (@flightradar24) February 5, 2026
W porę podjęta decyzja o zatrzymaniu maszyny najprawdopodobniej zapobiegła katastrofie. Samolot zdołał wyhamować na drodze kołowania, a 135 osób znajdujących się na pokładzie opuściło maszynę przy użyciu podstawionych schodów. Sam lot został zaś odwołany. Zdarzenie zostało zakwalifikowane jako poważny incydent i jest obecnie przedmiotem szczegółowego dochodzenia.
Czytaj też: Katastrofa samolotu UPS w USA. Gigant już nie reaktywuje floty
O włos od potencjalnej katastrofy
Aktualnie prowadzone jest dochodzenie w celu wyjaśnienia, jak doszło do tak poważnego błędu proceduralnego. Badane będą nie tylko działania załogi kokpitu, ale również komunikacja z wieżą kontroli lotów oraz systemy oznakowania naziemnego. Podobne zdarzenia, choć niezwykle rzadkie, traktowane są z najwyższym priorytetem. W tym kontekście warto przypomnieć historię lotu Air Canada 759, który w lipcu 2017 roku był o włos od jednej z największych katastrof w historii lotnictwa cywilnego.
Czytaj też: Sabotaż w Niemczech. Na celowniku znajdowały się dwie korwety w Hamburgu
Pasażerski Airbus A320, wykonujący lot z Toronto, podchodził do lądowania nocą na międzynarodowym lotnisku San Francisco. Piloci otrzymali zgodę na lądowanie na pasie 28R, jednak przez błąd percepcyjny pomylili go z równoległą drogą kołowania, na której znajdowały się cztery inne samoloty czekające na start. Maszyna znajdowała się zaledwie 18 metrów nad ziemią, kiedy piloci zorientowali się o pomyłce i gwałtownie poderwali samolot, unikając zderzenie. Śledczy z amerykańskiej NTSB (National Transportation Safety Board) później ustalili, że od katastrofy dzieliły ich sekundy i metry.
Znajdziesz nas w Google NewsGwałtowne hamowanie pociągu PKP Intercity! Na torach stali… myśliwi z bronią






