Do skrajnie nieodpowiedzialnego incydentu doszło 1 lutego na trasie ekspresowej S7. Wieczorem, około godziny 18, funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie odebrali alarmujące zgłoszenie o ciężarówce z naczepą, której kierowca jechał pod prąd po jezdni prowadzącej w kierunku Warszawy. Na miejsce natychmiast skierowano policyjny patrol. Celem było jak najszybsze zatrzymanie pojazdu, zanim dojdzie do tragedii.
Pijany kierowca jechał ciężarówką pod prąd
Po dotarciu na miejsce okazało się, że kierowca nie tylko jechał pod prąd, ale jakby tego było mało dodatkowo wymuszał pierwszeństwo, mrugając światłami drogowymi na inne pojazdy. Zmuszał tym samym kierowców poruszających się prawidłowo do ucieczki na bok, jakby to on miał rację i domagał się zwolnienia mu pasa ruchu. Można powiedzieć, że wyłącznie przez splot szczęśliwych okoliczności nie doszło do kolizji ani wypadku.
Czytaj też: Wypadki drogowe w Polsce. Rekordowy spadek liczby ofiar
Po zatrzymaniu pojazdu funkcjonariusze stwierdzili, że za kierownicą znajdował się 64-letni mieszkaniec gminy Szydłowiec. Przeprowadzone badanie alkomatem wyjaśniło, skąd u kierowcy takie przeświadczenie o nieomylności na drodze. Okazało się, że kierowca miał aż 1,6 promila alkoholu. Nietrzeźwy mężczyzna został natychmiast zatrzymany, a jego ciężarówka została zabezpieczona i odholowana na policyjny parking.
Trudno znaleźć łagodne określenie dla bezmyślności, jaką zaprezentował kierowca ciężarówki na trasie #S7 w miniony weekend.
64-letni mieszkaniec gm. #Szydłowiec jechał nią wieczorem i nie dość, że pomylił zjazdy i wjechał pojazdem pod prąd, to zrobił to mając 1,6 promila alkoholu… pic.twitter.com/Wltk4ih0kH— KWP w Olsztynie (@KWP_Olsztyn) February 2, 2026
Kierowcę czeka surowa kara
Całej sprawie pikanterii dodaje fakt, że zdarzenie miało miejsce zaledwie trzy dni po wejściu w życie nowych, surowszych przepisów drogowych, które przewidują istotne zaostrzenie kar dla kierowców prowadzących pojazdy pod wpływem alkoholu, a zwłaszcza przy stężeniu powyżej 1,5 promila. W świetle nowych przepisów 64-latkowi grozi teraz kara do trzech lat pozbawienia wolności, zamiast dwóch, jak to było wcześniej. Jednak to nie wszystko. Sąd może uznać jego zachowanie za rażące naruszenie zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego, co może skutkować nawet pięcioletnim wyrokiem. Dolna granica takiego przestępstwa wynosi 3 miesiące, ale okoliczności tego incydentu mogą spowodować, że kara będzie zbliżona do górnej granicy.
Czytaj też: Wzrost PKB Polski w 2025 rok. Europejski orzeł wzrostu rozpościera skrzydła
Na tym jednak konsekwencje się nie kończą. Nowelizacja przepisów przewiduje obligatoryjne orzeczenie zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres od 3 do 15 lat. W przypadku tego kierowcy, z uwagi na poziom alkoholu, zachowanie na drodze i stopień zagrożenia, wyrok może skutkować zakazem obowiązującym nawet do jego późnej starości. Dodatkowo kierowca stanie przed widmem utraty pojazdu. Przepisy z końca stycznia wprowadzają konfiskatę pojazdu jako obowiązkową sankcję dla osób prowadzących w stanie nietrzeźwości przy stężeniu alkoholu przekraczającym 1,5 promila. Jeżeli więc ciągnik siodłowy należał do niego, straci go bezpowrotnie. Jeżeli był to pojazd służbowy, wówczas sąd nałoży na niego obowiązek zapłaty tzw. nawiązki finansowej, której wysokość może sięgać nawet 100 tysięcy złotych, zależnie od wartości pojazdu i charakteru zatrudnienia. I chociaż kierowca z S7 nie spowodował kolizji, to jego przypadek powinien na długo pozostać w pamięci wszystkich, którzy wsiadają za kierownicę po alkoholu.





