Era braku lub wolnego i niestabilnego Wi-Fi na pokładach samolotów powoli przechodzi do historii. Lufthansa ogłosiła właśnie współpracę z firmą SpaceX Elona Muska. Dzięki temu już wkrótce pasażerowie zyskają ultraszybki internet satelitarny Starlink w samolotach niemieckiego przewoźnika. W tym samym czasie Ryanair zapowiedział oficjalnie, że nie pójdzie tą drogą i nie zamierza instalować Internetu w swoich maszynach.
Szybki internet Starlink w 850 samolotach Lufthansy
Grupa Lufthansa planuje zainstalować internet Starlink we wszystkich 850 samolotach należących do jej floty. W skład grupy wchodzą m.in. Lufthansa, Austrian Airlines, Swiss, Brussels Airlines i Eurowings. To oznacza, że w ciągu kilku lat zdecydowana większość pasażerów podróżujących tymi liniami będzie miała dostęp do szybkiego i stabilnego szerokopasmowego internetu satelitarnego, i to całkowicie bezpłatnie.
Według zapowiedzi Lufthansy, z usługi będą mogli korzystać wszyscy pasażerowie posiadający konto Travel ID lub status w programie lojalnościowym. Wdrażanie Starlinka ma rozpocząć się w drugiej połowie roku, a pełne pokrycie floty planowane jest do 2029 roku. Co istotne, nowe rozwiązanie zostanie zainstalowane zarówno w już eksploatowanych maszynach, jak i w samolotach dopiero dostarczanych.
W czasie, gdy Lufthansa inwestuje miliony euro w technologię Muska, Ryanair podjął decyzję całkowicie odwrotną. Dyrektor generalny linii Michael O’Leary zapowiedział, że nie zamierza instalować systemu Starlink w swoich samolotach. Jego zdaniem, taka inwestycja nie przyniosłaby wystarczających korzyści finansowych, szczególnie w przypadku krótkodystansowych lotów, które dominują w siatce połączeń tego przewoźnika. Ryanair argumentuje, że pasażerowie latający godzinę lub półtorej nie będą skłonni płacić za dostęp do Wi-Fi, nawet jeśli byłoby ono wyjątkowo szybkie.
Czytaj też: Czy Elon Musk wspiera Ukrainę? Sprawa jest skomplikowana
Instalacja sprzętu Starlink oznaczałaby też wzrost masy samolotów i większy opór aerodynamiczny, co według szacunków linii zwiększyłoby zużycie paliwa o około 2%. To, co dla Lufthansy jest szansą na wzmocnienie wizerunku premium, dla Ryanaira byłoby obciążeniem dla jego niskokosztowego modelu. W praktyce oznacza to, że przewoźnik nadal będzie oferował jeden z najbardziej surowych, ale i najtańszych produktów lotniczych w Europie.
Ryanair CEO is an utter idiot. Fire him.
— Elon Musk (@elonmusk) January 16, 2026
Co wyróżnia Starlink na tle konkurencji?
Starlink to system satelitarny oparty na sieci tysięcy satelitów umieszczonych na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO). Dzięki temu zapewnia znacznie niższe opóźnienia i wyższe prędkości przesyłu danych niż tradycyjne satelity geostacjonarne. Technologia zapewnia stabilne połączenie z internetem nawet w najbardziej wymagających warunkach, w tym na pokładach poruszających się samolotów. Dla linii lotniczych to również sposób na podniesienie standardu usług i wzmocnienie lojalności pasażerów.
W dobie pracy zdalnej i cyfrowych podróżników, dostęp do sieci na pokładzie staje się kluczowym elementem oferty premium. Pasażerowie mają bowiem możliwość nie tylko przeglądania stron czy korzystania z komunikatorów, ale również prowadzenia wideokonferencji, pracy w chmurze i streamingu treści wideo bez przerw. Co więcej, anteny Starlinka mają niski profil aerodynamiczny, co zmniejsza opór powietrza w porównaniu ze starszymi urządzeniami. Choć Ryanair uznaje nawet ten minimalny wzrost za zbyt duży, dla większości przewoźników to kompromis, który się opłaca.
Decyzje Lufthansy i Ryanaira pokazują więc wyraźny podział w branży lotniczej. Linie sieciowe i premium postrzegają szybki internet Starlink w samolotach jako inwestycję w doświadczenie pasażera i konkurencyjność, natomiast przewoźnicy niskokosztowi skupiają się na kontroli kosztów i utrzymaniu minimalnych opłat. I tak też Starlink zdobywa coraz większe uznanie wśród przewoźników o dłuższych trasach, takich jak Qatar Airways, airBaltic czy SAS.
Czytaj też: Przewoźnik stawia na Starlinki! Wyposaży całą flotę w internet
Dla nich każda godzina lotu to potencjalna szansa, by pasażerowie korzystali z usług online, co przekłada się na zadowolenie klientów i możliwość wprowadzenia dodatkowych źródeł przychodu, np. z reklam lub opłat premium. W przypadku przewoźników niskokosztowych, których loty trwają zwykle mniej niż 90 minut, skala potencjalnych zysków jest zbyt mała, by uzasadnić inwestycję.
Znajdziesz nas w Google NewsInternet Muska w pociągach PKP? Intercity już przeprowadza testy






