Awaryjne sytuacje w lotnictwie zawsze budzą emocje, szczególnie gdy dotyczą popularnych linii, takich jak Ryanair. Tym razem jednak przyczyną nieplanowanego lądowania nie były problemy techniczne silników, ani złe warunki pogodowe. Awaryjne lądowanie samolotu Ryanair na Lanzarote spowodowane było… niesprawną toaletą. Choć brzmi to jak żart, zdarzenie rzeczywiście miało miejsce i przykuło uwagę mediów.
Awaryjne lądowanie samolotu Ryanair
Samolot Ryanair obsługujący lot FR1667 wystartował w poniedziałek z Fuerteventury w kierunku brytyjskiego Bristolu. Na pokładzie znajdowali się głównie turyści wracający do Wielkiej Brytanii po urlopie spędzonym na Wyspach Kanaryjskich. Lot miał potrwać nieco ponad cztery godziny, a planowane lądowanie w Bristolu przewidziano około godziny 17 czasu lokalnego. Jednak już po starcie pojawił się nieoczekiwany problem, który wymusił awaryjne lądowanie samolotu Ryanair na jednej z sąsiednich wysp archipelagu.
Według informacji lokalnych kontrolerów ruchu lotniczego powodem zmiany kursu była… awaria toalet. Choć usterka nie stanowiła zagrożenia dla bezpieczeństwa lotu, wymagała natychmiastowej reakcji załogi, ponieważ samolot nie mógł kontynuować podróży z niesprawnymi sanitariatami. Pilot podjął więc decyzję o zmianie trasy i skierowaniu maszyny na Lanzarote. Samolot bezpiecznie wylądował na lotnisku po około półtoragodzinnym locie. Operacja przebiegła spokojnie i bez żadnych incydentów.
Czytaj też: Wiemy ile Wielka Brytania straciła na Brexicie. Problemy będą się ciągnęły przez dekady
Do chwili obecnej nie opublikowano oficjalnych informacji o przyczynie awarii ani o tym, czy lot został wznowiony w tym samym dniu. Nie wiadomo również, czy pasażerowie musieli spędzić noc na Lanzarote, czy też zostali przetransportowani do celu innym samolotem. Przedstawiciele Ryanair nie udzielili szczegółowego komentarza w tej sprawie.
Linie lotnicze muszą przerwać lot nawet z błahych powodów
Nie jest to pierwszy przypadek, gdy linie lotnicze muszą przerwać lot z pozornie błahych powodów. Niekiedy to właśnie drobne usterki techniczne, niedziałające systemy pokładowe lub zachowania pasażerów zmuszają pilotów do podjęcia decyzji o awaryjnym lądowaniu. Ostatnio podobne wydarzenie miało miejsce w samolocie Jet2, który musiał skrócić trasę rejsu z Edynburga na Teneryfę z powodu agresywnego pasażera, którego z maszyny musiała wyprowadzić policja. W porównaniu do takich sytuacji, awaria toalety wydaje się błahostką, ale w realiach lotnictwa cywilnego każdy, nawet najmniejszy problem, może oznaczać konieczność natychmiastowej reakcji i zmianę planów.
Warto pamiętać, że niekiedy decyzja o awaryjnym lądowaniu wynika z dużo poważniejszych przesłanek. Doskonałym przykładem jest niedawna sytuacja na lotnisku w Krakowie-Balicach, gdzie załoga Boeinga lecącego z Ammanu nadała kod 7700, czyli międzynarodowy sygnał alarmowy informujący o stanie zagrożenia. Piloci zgłosili podejrzenie uszkodzenia opony, a że w trakcie lotu nie da się tego jednoznacznie potwierdzić, uruchomiono pełne procedury bezpieczeństwa. Mimo napięcia sytuacja zakończyła się szczęśliwie. Maszyna bezpiecznie wylądowała, a po zatrzymaniu potwierdzono, że opony były w dobrym stanie. Tego typu sytuacje pokazują, że w lotnictwie lepiej jest kilkukrotnie się upewnić i uruchomić wszystkie możliwe procedury, niż zlekceważyć choćby cień wątpliwości.
Czytaj też: Awaryjne lądowanie w Krakowie. Prawie 200 osób na pokładzie
Na razie nie wiadomo, jak zakończyła się podróż pasażerów lotu FR1667. Pewne jest natomiast, że o tym nietypowym incydencie jeszcze długo będzie głośno wśród turystów odwiedzających Wyspy Kanaryjskie.
Rosyjscy turyści wszczęli bunt w samolocie. Wylądowali gdzieś na stepach





