Europejski gigant przemysłu lotniczego Airbus mierzy się z problemem jakościowym, który może znacząco wpłynąć na tempo jego dostaw i plany produkcyjne na przyszły rok. Zaledwie kilka dni po uporaniu się z błędem oprogramowania obejmującym ponad sześć tysięcy samolotów z rodziny A320, pojawiły się doniesienia o nowej wadzie w kadłubach Airbusa, która ponownie wprowadziła niepewność wśród inwestorów i klientów.
Odkryto wady w kadłubach Airbusa
Według źródeł branżowych i agencji Reuters, wady dotyczą paneli kadłuba w samolotach A320, jednej z najpopularniejszych rodzin maszyn pasażerskich na świecie. Choć szczegółów technicznych producent nie ujawnił, z ustaleń wynika, że problem nie dotyczy systemów elektronicznych czy kontroli lotu, lecz fizycznych elementów konstrukcyjnych kadłuba. Źródła zbliżone do sprawy sugerują, że wada mogła pojawić się już w procesie produkcji, a jej skala obejmuje „kilkadziesiąt egzemplarzy” samolotów. Choć nie stanowi ona bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa lotów, to już wpłynęła na harmonogram dostaw nowych maszyn. Na razie nie wiadomo jednak, jak duże opóźnienia mogą wystąpić w efekcie konieczności inspekcji i ewentualnych napraw elementów kadłuba przed przekazaniem ich liniom lotniczym.
Informacje o nowej wadzie konstrukcyjnej w kadłubach natychmiast odbiły się na notowaniach giełdowych Airbusa. Jak podała stacja CNBC, po publikacji raportów kurs akcji spółki spadł o 10%, co odzwierciedla rosnące obawy inwestorów o realizację celów produkcyjnych. Choć sytuacja została opanowana i nie stanowi zagrożenia bezpieczeństwa, rynek zareagował na sam fakt pojawienia się kolejnego problemu w krótkim czasie.
Czytaj też: Flydubai kupi pierwsze Airbusy. Dubajskie linie chcą się uniezależnić od Boeinga
Dobra wiadomość dla przewoźników korzystających z maszyn jest taka, że usterka nie dotyczy samolotów będących już w eksploatacji. Według źródeł branżowych, problem pojawił się w nowych partiach produkcyjnych i ogranicza się do samolotów, które są jeszcze na etapie montażu lub oczekują na dostawę. W przeciwieństwie do wcześniejszego błędu oprogramowania, który wymagał natychmiastowych aktualizacji i w konsekwencji czasowego uziemienia tysiącach maszyn, obecna sytuacja nie wymusza żadnych działań po stronie użytkowników.
Airbus shares fell as much as 10% on Monday after the company said that a “limited number” of its A320 aircraft had a “supplier quality issue.”
„The source of the issue has been identified, contained, and all newly produced panels conform to all requirements,” Airbus said.… pic.twitter.com/NO3LSPsFi1
— Schwab Network (@SchwabNetwork) December 1, 2025
Ambitny cel produkcyjny pod znakiem zapytania
Airbus od miesięcy podkreślał, że ten rok ma być rekordowy pod względem liczby dostarczonych samolotów. Celem jest osiągnięcie 820 dostaw, co stanowiłoby ambitne tempo nawet przy idealnie funkcjonującym łańcuchu. Po październiku wciąż jednak brakowało 235 maszyn, a w listopadzie udało się przekazać kolejne 72. Aby zrealizować plan, producent musiałby w grudniu pobić historyczny rekord z 2019 roku, kiedy to w ciągu jednego miesiąca dostarczono 138 samolotów. Teraz, w obliczu nowej usterki kadłuba, utrzymanie tego tempa może być trudne. Nawet jeśli problem został szybko zidentyfikowany, wymaga on dodatkowych kontroli i potencjalnych poprawek, co nieuchronnie wpływa na logistykę i tempo montażu końcowego.
Niestety Airbus już od dłuższego czasu zmaga się z napiętym łańcuchem dostaw, który spowalniał produkcję samolotów po pandemii. Choć kluczowi dostawcy, w tym odpowiedzialna za silniki spółka Pratt & Whitney, wywiązują się z kontraktów, każda nowa usterka konstrukcyjna nakłada dodatkową presję na cały proces montażu. W branży lotniczej każdy etap produkcji jest ze sobą ściśle powiązany. Nawet drobne opóźnienie w dostarczeniu jednego elementu, jak w tym przypadku panelu kadłuba, może skutkować przesunięciem terminów o tygodnie, a nawet miesiące.
Czytaj też: Gra o metale ziem rzadkich. Trump rusza po REE, a Chiny i tak rozgrywają Zachód po swojemu
Warto przypomnieć, że wady w kadłubach Airbusa zostały odkryte tuż po zakończeniu działań naprawczych związanych z błędem oprogramowania w rodzinie A320, który mógł być potencjalnie podatny na wpływ promieniowania słonecznego. Po incydencie z nagłą utratą wysokości jednego z samolotów JetBlue, europejska agencja EASA wydała dyrektywę nakazującą aktualizację oprogramowania w ponad sześciu tysiącach maszyn, co niestety wymagało ich chwilowego uziemienia. Airbus ogłosił, że proces aktualizacji został niemal w całości zakończony, a na ziemi pozostaje już mniej niż sto samolotów. W porównaniu z tamtą sytuacją, obecny problem wydaje się mniej uciążliwy, jednak jego wpływ na harmonogram dostaw może być bardziej odczuwalny w dłuższej perspektywie.
Emirates zwiększa zamówienie na Boeingi. Maszyny zastąpią Airbusy





