W Niemczech narasta konflikt między liniami lotniczymi a aktywistami klimatycznymi. Po blokadzie lotniska w Hamburgu, niemiecki przewoźnik Lufthansa wywalczył odszkodowanie przekraczające 400 tysięcy euro od członków ruchu Ostatnie Pokolenie (Letzte Generation).
Ostatnie Pokolenie zapłaci gigantyczne odszkodowanie
W lipcu 2023 roku aktywiści klimatyczni z grupy Ostatnie Pokolenie wtargnęli na teren lotniska w Hamburgu, przyklejając się do płyty i blokując starty oraz lądowania samolotów. Skutki ich działań były odczuwalne w całym kraju. Odwołano lub opóźniono aż 57 lotów, z czego większość należała do grupy Lufthansa. Chaos trwał kilka godzin, a tysiące pasażerów utknęło w terminalach. Niemiecki przewoźnik postanowił pozwać aktywistów.
Po miesiącach procesów i analiz, Sąd Krajowy w Hamburgu przyznał rację Lufthansie. Dziesięciu aktywistów zostało zobowiązanych do zapłaty 403 137,68 euro odszkodowania. To pierwszy przypadek, gdy duży przewoźnik uzyskał tak wysoką rekompensatę finansową za działania protestujących aktywistów. Co więcej, wyrok z Hamburga otworzył drogę dla kolejnych procesów. Linie lotnicze, takie jak Eurowings, Condor, czy Ryanair, już rozważają złożenie pozwów przeciwko aktywistom, których działania doprowadziły do paraliżu portów lotniczych w Monachium, Berlinie i Düsseldorfie.
Czytaj też: Kolejni aktywiści Ostatniego Pokolenia skazani za blokadę lotniska
Równocześnie kilka lotnisk również złożyło pozwy cywilne o zadośćuczynienie za straty związane z zakłóceniem pracy infrastruktury, uszkodzeniami sprzętu czy koniecznością wdrażania procedur bezpieczeństwa. Jak podkreślają eksperci prawa lotniczego, to dopiero początek lawiny roszczeń, a precedens z Hamburga stanie się punktem odniesienia dla przyszłych wyroków.
Trudno przewidzieć, czy to powstrzyma Ostatnie Pokolenie. Ruch zapowiada, że nie zrezygnuje z działań, dopóki rząd nie podejmie realnych kroków na rzecz redukcji emisji CO₂. Aktywiści twierdzą, że wyroki sądowe jedynie potwierdzają ich tezę o „systemowym oporze wobec zmian”. Jednocześnie prawnicy ostrzegają, że każda kolejna blokada może teraz wiązać się z konsekwencjami finansowymi i karnymi, znacznie poważniejszymi niż dotychczas. W opinii ekspertów, jeśli linie lotnicze wygrają kolejne procesy, to aktywiści mogą zostać obciążeni roszczeniami sięgającymi milionów euro, co może doprowadzić do rozpadu ruchu z powodu braku środków finansowych.
Rząd federalny Niemiec zaostrzył przepisy
W obliczu rosnącego napięcia społecznego, rząd federalny Niemiec postanowił zaostrzyć przepisy dotyczące zakłócania pracy infrastruktury krytycznej. Nowelizacja prawa przewiduje wyższe kary finansowe i kary więzienia dla osób, które blokują drogi, tory kolejowe czy płyty lotnisk. Od października ubiegłego roku obowiązują przepisy, które pozwalają sądom kwalifikować blokady nie jako wykroczenie, lecz jako przestępstwo. W praktyce oznacza to, że aktywiści mogą trafić do więzienia nawet na kilka miesięcy, a ich majątki mogą zostać zajęte na poczet odszkodowań. Policja otrzymała również uprawnienia do aresztów prewencyjnych, które mają uniemożliwić planowane akcje.
Ostatnie Pokolenie tłumaczy swoje działania „ostatnią próbą obudzenia społeczeństwa” wobec zbliżającej się katastrofy klimatycznej. W przekonaniu aktywistów, tradycyjne formy protestu nie przynoszą już efektów, dlatego decydują się na akcje radykalne, blokady, przyklejanie się do asfaltu czy wtargnięcia na teren lotnisk. Jednak coraz więcej osób zaczyna postrzegać takie działania nie jako akt odwagi, lecz atak na codzienne życie obywateli. Według badań ośrodka Infratest Dimap, poparcie społeczne w Niemczech dla Ostatniego Pokolenia spadło w ubiegłym roku poniżej 20%. Coraz więcej osób uważa, że walka o klimat nie może usprawiedliwiać łamania prawa ani paraliżu infrastruktury, od której zależy gospodarka i bezpieczeństwo kraju.
Czytaj też: Kto zyskał na trzech dekadach wzrostu w Niemczech? Ani najbiedniejsi, ani najbogatsi [BADANIE]
Społeczeństwo niemieckie jest dziś głęboko podzielone. Jedni widzą w aktywistach Ostatniego Pokolenia nowoczesnych obrońców planety, którzy mimo kontrowersyjnych metod zmuszają polityków do działania. Inni z kolei określają ich mianem „ekologicznych sabotażystów”, którzy szkodzą własnej sprawie, narażając ludzi na straty finansowe i stres. Psychologowie społeczni zwracają uwagę, że radykalne formy protestu mogą w dłuższej perspektywie zdemobilizować społeczne poparcie dla ruchów ekologicznych, ponieważ wywołują efekt odwrotny do zamierzonego – frustrację zamiast refleksji.
Aktywista Ostatniego Pokolenia zablokował lotnisko. Właśnie usłyszał wyrok





