Choć wyglądało to jak scena z sensacyjnego filmu, wydarzyło się naprawdę. 40-letni mieszkaniec Katowic postanowił odczepić wagon towarowy i pozostawić go na torach w Katowicach-Muchowcu. Policja uznała jego działanie za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu kolejowym. Gdyby bowiem w tym czasie nadjechał inny skład, mogło dojść do tragicznego wypadku. Dziś mężczyzna przebywa w areszcie, a śledczy badają, czy jego czyn był przejawem sabotażu, czy może po prostu bezdennej głupoty zwykłego złodzieja.
Postawił wagon towarowy na torach
Na początku września na linii kolejowej Katowice – Katowice Ligota ktoś odczepił od składu pociągu 20-tonowy wagon towarowy i pozostawił go na torach, gdzie regularnie kursują zarówno pociągi towarowe, jak i pasażerskie. Co więcej, z odczepionego wagonu na przedostatni wagon zostały przełożone sygnały ostrzegawcze „koniec składu”. Oznacza to, że ktoś nie tylko odczepił węglarkę, ale też zadbał o to, by przez wiele kilometrów nikt nie zauważył brakującego elementu. Eksperci nie mieli wątpliwości, że takie zdarzenie nie mogło być przypadkiem. Sprzęgi łączące wagony są skonstruowane tak, aby nie rozpięły się samoczynnie. Do ich odczepienia konieczna była fizyczna ingerencja.
Czytaj też: Sabotaż w Katowicach? Ktoś postawił 20 tonowy wagon na torach
Również we wrześniu policjanci z Katowic otrzymali pierwsze zgłoszenia o kradzieżach infrastruktury kolejowej. Złodziej działał sprytnie, najpierw uszkadzał zabezpieczenia, a następnie zabierał cenne elementy zasilające systemy nadzoru. W listopadzie służby otrzymały dwa kolejne zawiadomienia, tym razem dotyczące kradzieży ze skrzynek monitoringu przy ul. 73 Pułku Piechoty i ul. Rolnej. Wkrótce okazało się, że za wszystkimi incydentami, zarówno kradzieżami, jak i odczepieniem wagonu, stoi ta sama osoba, 40-letni Bartosz P. z Katowic.
Po analizie zebranych dowodów i przeprowadzeniu działań operacyjnych kryminalni z Komendy Miejskiej i Wojewódzkiej Policji w Katowicach, działając pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Katowice-Zachód, zatrzymali 40-latka. Bartosz P. został przewieziony do komendy, gdzie usłyszał zarzut trzech kradzieży z włamaniem (w warunkach recydywy), sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu kolejowym oraz posiadania środków odurzających, które miał przy sobie w chwili zatrzymania. Mężczyzna przyznał się do wszystkich czynów. Decyzją sądu najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie tymczasowym.

Sabotaż czy desperacja?
Złodzieje infrastruktury kolejowej to problem, z którym polskie służby zmagają się od lat. W przypadku Bartosza P. mówimy jednak o świadomym działaniu, uszkodzeniu systemów monitoringu, włamaniu do skrzynek zasilających i celowym odczepieniu wagonu. Choć nie doszło do katastrofy, mężczyzna swoim postępowaniem naraził życie i zdrowie innych. Za sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia.
Sprawa z Katowic wywołała burzliwą dyskusję czy czyn Bartosza P. można uznać za akt sabotażu. Według ekspertów z zakresu bezpieczeństwa kolejowego, sabotaż oznacza celowe działanie mające na celu zakłócenie funkcjonowania infrastruktury w sposób zorganizowany lub motywowany ideologicznie. W tym przypadku motyw wydaje się bardziej prozaiczny – chęć zysku i głupota. Jednak konsekwencje jego działań były identyczne, jak w przypadku sabotażu. 20-tonowy wagon na torach mógł doprowadzić do zderzenia z innym pociągiem, a tym samym do katastrofy kolejowej. Dlatego śledczy potraktowali jego czyny z pełną surowością.
Czytaj też: Transportery Stryker dla Polski? Media i eksperci dyskutują czy warto je pozyskać
Podejrzenia o sabotaż nie wzięły się znikąd. W ostatnich tygodniach odnotowano bowiem incydenty, które wprost wskazywały na próby uszkodzenia infrastruktury kolejowej. Najpoważniejszy z nich miał miejsce niedaleko Dęblina, na jednym z kluczowych odcinków trasy między Warszawą a Lublinem. W miejscowości Mika doszło do eksplozji ładunku wybuchowego, która zniszczyła fragment torów i mgła doprowadzić do katastrofy pociągu pasażerskiego. Kolejny alarm przyszedł z okolic Puław. W rejonie stacji Gołąb doszło do uszkodzenia trakcji w sposób wskazujący na celowe działanie. Awaryjnie hamować musiał skład przewożący 475 pasażerów. Służby analizują oba zdarzenia w kontekście możliwej działalności grup powiązanych z rosyjskimi służbami specjalnymi.
Właśnie na tle tych poważnych wydarzeń śledczy rozpatrywali również katowicki przypadek. Odczepiony i pozostawiony na torach 20-tonowy wagon towarowy pasował bowiem do schematu celowej ingerencji w infrastrukturę krytyczną, a nie zwykłej kradzieży. Dopiero pełne wyjaśnienia Bartosza P., a także brak związków z innymi zdarzeniami, pozwoliły wykluczyć element działań zorganizowanych. Początkowe podejrzenia były jednak absolutnie uzasadnione, zwłaszcza w kontekście serii sabotaży, które doprowadziły do wprowadzenia trzeciego stopnia alarmowego Charlie w całej sieci kolejowej.
Intercity zawiesza przesyłki konduktorskie. Boją się sabotażu?





