Szwedzki producent pojazdów elektrycznych Einride pozywa w Stanach Zjednoczonych duńskiego giganta logistycznego Maersk. Pozew został złożony w Sądzie Najwyższym hrabstwa Los Angeles i dotyczy zerwania wielomilionowego kontraktu na dostawę elektrycznych ciężarówek klasy 8.
Einride pozywa Maersk
Z dokumentów sądowych wynika, że Einride pozywa Maersk za bezpodstawne naruszenie warunków umowy z 2022 roku, dotyczącej wdrożenia floty 300 elektrycznych ciężarówek w amerykańskiej sieci logistycznej należącej do Maersk Performance Team. Współpraca miała wspierać ambitny plan duńskiego koncernu, czyli osiągnięcie zerowych emisji netto do 2040 roku. Kontrakt przewidywał stopniową dostawę ciężarówek w latach 2023-2025 oraz stworzenie kompleksowego ekosystemu technologicznego.
W ramach umowy Einride zobowiązało się nie tylko do dostarczenia pojazdów, ale również do uruchomienia 150 stacji ładowania, wdrożenia systemów telematycznych i udostępnienia swojej platformy operacyjnej Saga, służącej do zarządzania flotami elektrycznymi w czasie rzeczywistym. Cała sieć miała obsłużyć ponad milion przesyłek, obejmując centra magazynowe, dystrybucyjne i transportowe Maerska w USA. Tymczasem w ubiegłym roku Maersk niespodziewanie rozwiązał umowę, uzasadniając to brakiem zdolności Einride do realizacji dostaw zgodnie z harmonogramem. Szwedzka firma temu stanowczo zaprzecza, twierdząc, że Maersk zerwał kontrakt bez podstawy prawnej i w sposób sprzeczny z jego zapisami.
Czytaj też: Stworzyli elektryczne ciężarówki i grozi im bankructwo. Koniec marzeń o podboju rynku
Jednym z najciekawszych aspektów sprawy jest kontekst środowiskowy i wizerunkowy. Obie firmy przedstawiały partnerstwo jako modelowy przykład zrównoważonej transformacji transportu, łączący innowację technologiczną z odpowiedzialnością klimatyczną. W pozwie Einride przypomina, że zobowiązania Maerska do redukcji emisji stanowiły nieodłączny element umowy. Zgodnie z zapisami, flota elektryczna miała wspierać realizację celów zerowych emisji netto, które koncern publicznie deklarował. Tymczasem nagłe odejście od projektu, zdaniem Einride, uderza w spójność strategii środowiskowej Maerska, podważając jego wiarygodność wobec inwestorów i opinii publicznej.
Sprawa nabiera dodatkowej złożoności z powodu wcześniejszych powiązań kapitałowych. W 2021 roku Maersk Growth, inwestycyjna gałąź koncernu, uczestniczyła w rundzie finansowania Einride. Publicznie przedstawiano to jako strategiczne wsparcie innowacyjnych rozwiązań elektrycznego transportu. Dwa lata później Maersk, ten sam podmiot, który jeszcze niedawno inwestował w rozwój szwedzkiej spółki, zerwał z nią współpracę operacyjną. Dla Einride to nie tylko naruszenie kontraktu, ale również niespójność działań koncernu, która rzutuje na zaufanie partnerów i inwestorów.
Trudny moment dla Einride
Warto zauważyć, że Einride pozywa Maersk w czasie, gdy samemu przechodzi przez okres intensywnej restrukturyzacji finansowej. W ubiegłym roku firma zmniejszyła swoje straty operacyjne o 35% w porównaniu z rokiem poprzednim, jednak wciąż zmaga się z ograniczoną płynnością po 2023 roku zakończonym stratą przekraczającą 1,3 miliarda koron szwedzkich, czyli około pół miliarda złotych. Pomimo trudności, Einride kontynuuje ekspansję na rynkach międzynarodowych, współpracując z partnerami z branży spożywczej, napojowej i przemysłowej. Co więcej, w listopadzie spółka ogłosiła plany wejścia na giełdę poprzez fuzję ze spółką celową (SPAC), wyceniając się na około 1,8 miliarda dolarów (około 6,6 mld zł).
Zarówno Einride, jak i Maersk odmówiły szczegółowych komentarzy dla mediów. Wiadomo jednak, że w ramach szerzej zakrojonego planu elektryfikacji floty w Ameryce Północnej Maersk równolegle złożył zamówienia u innych producentów ciężarówek elektrycznych, w tym u Volvo Trucks. Koncern najwyraźniej nie rezygnuje z idei transportu zeroemisyjnego, ale zwyczajnie zmienia partnerów technologicznych. To z kolei rodzi pytania o przyszłość relacji z mniejszymi, firmami takimi jak Einride, które mogą postrzegać działania Maerska jako sygnał ostrzegawczy.
Czytaj też: Unijny transport na wodór i elektryczność? Dla Polski będzie to ogromne wyzwanie
Na ten moment nie jest znany termin pierwszej rozprawy, a obie strony zachowują powściągliwość w komunikacji. Branżowi obserwatorzy wskazują jednak, że sprawa może potrwać miesiące, a nawet lata, i może stać się precedensem w zakresie kontraktów dotyczących zrównoważonego transportu.
Znajdziesz nas w Google NewsPozew zbiorowy przeciwko Maersk. Gigant oszukiwał przy emeryturach?





