Gdy pół roku temu Wizz Air z dumą prezentował swoje nowe Airbusy A321XLR, wielu ekspertów rynku lotniczego mówiło o przełomie w strategii przewoźnika. Maszyny o zwiększonym zasięgu miały odmienić kierunki dalekodystansowe, otwierając liniom dostęp do nowych rynków na Bliskim Wschodzie i w Azji. Dziś obraz tej inwestycji jest zupełnie inny. Dwa niemal fabrycznie nowe egzemplarze stoją na lotnisku w Bydgoszczy, a ich aktualnym przeznaczeniem jest… demontaż na części zamienne do starszych Airbusów A321neo.
Wizz Air uziemia Airbusy
Decyzja o odstawieniu maszyn do Bydgoszczy nie była przypadkowa. Wizz Air od dłuższego czasu wykorzystuje tamtejsze lotnisko jako bazę dla uziemionych samolotów dotkniętych problemami z silnikami Pratt & Whitney. Te kłopoty odbiły się na funkcjonowaniu wielu przewoźników w Europie, ale w przypadku węgierskich linii skala okazała się wyjątkowo wysoka. Teraz jednak sprawa urosła do rangi międzynarodowej ciekawostki, bo Wizz Air uziemił Airbusy, które z definicji miały wyznaczać nowy kierunek rozwoju przewoźnika.
A321XLR był bowiem dla Wizz Aira symbolem spełnienia ambicji o unowocześnieniu floty. Dzięki dodatkowym zbiornikom paliwa oraz bardziej zaawansowanym rozwiązaniom aerodynamicznym samolot umożliwia wykonywanie lotów o 15% dłuższych niż standardowy A321neo. W praktyce przekładało się to na nawet 8700 kilometrów zasięgu i około ośmiu godzin ciągłego lotu. Miały powstać nowe trasy łączące Europę Środkową z oddalonymi o tysiące kilometrów destynacjami, a jednocześnie rozszerzyć operacje prowadzone z Abu Dhbi, gdzie Wizz Air tworzył swoje bliskowschodnie centrum.
W planach był zakup aż 47 takich maszyn. Zamówienie miało być punktem zwrotnym, który wręcz wprowadzi linię do nowej kategorii przewoźników średnio- i dalekodystansowych. Jednak wszystko zaczęło się komplikować, gdy Wizz Air zamknął działalność w Abu Dhabi, a raporty dotyczące realnych osiągów A321XLR okazały się mniej optymistyczne niż deklaracje Airbusa. Linie zaczęły skarżyć się na osiągi odbiegające od oczekiwań, co doprowadziło do przewartościowania wcześniejszych planów. Finalnie z 47 zamówionych maszyn w portfelu zamówień pozostało zaledwie 11.
Czytaj też: Wizz Air wycofuje się z Abu Dhabi! Przewoźnik wstrzymuje loty!
Co stało się z odebranymi Airbusami A321XLR?
Wizz Air posiada obecnie pięć dostarczonych Airbusów A321XLR, ale faktycznie w regularnej operacji znajduje się tylko jeden. Kolejne maszyny mają swoje własne problemy. G-XLRD transportował niedawno premiera Węgier Viktora Orbána do Waszyngtonu, natomiast G-XLRA pozostaje uziemiony po poważnym uderzeniu o pas podczas lądowania w Pradze.
Największe zaskoczenie wzbudziła jednak sytuacja dwóch maszyn – 9G-XLA oraz 9H-XLB. Obie, praktycznie nowe, trafiły na bydgoskie lotnisko i zostały wyłączone z eksploatacji. Co więcej, branżowe serwisy informują, że Wizz Air postanowił wykorzystać nowe Airbusy… jako magazyn części zamiennych dla starszych jednostek. Zdemontowano już z nich silniki, które trafiły do innych maszyn należących do linii. Wizz Air potwierdził, że rozwiązanie jest tymczasowe i wynika z globalnych opóźnień w łańcuchu dostaw komponentów lotniczych. Jednak fakt pozostaje faktem – maszyny mają zaledwie kilka miesięcy, a już zostały rozebrane na części.
Czytaj też: Węgry w gospodarczych tarapatach. Prognozy wzrostu znacząco w dół
Opóźnienia w dostawach oraz problemy z silnikami wymuszają na liniach kreatywne rozwiązania, a użycie dwóch nowych Airbusów jako źródła części jest jednym z nich. Podobne rozwiązanie stosują rosyjskie linie lotnicze, jednak w tym przypadku brak części wynika z sankcji nałożonych na Rosję po ataku na Ukrainę. Miejmy nadzieję, że Węgrzy nie pójdą za przykładem Rosjan i obecna sytuacja faktycznie będzie rozwiązaniem tylko tymczasowym. Dla wielu obserwatorów branży jest to jednak przykład, jak niestabilna stała się sytuacja w światowym lotnictwie w erze zaburzeń produkcyjnych i logistycznych.
Przez sankcje Aeroflot musi rozmontowywać samoloty na części





