Na czeskiej obwodnicy Frydka-Mistka doszło do sytuacji, która wywołała burzę wśród kierowców. Choć znaki ograniczające prędkość zostały zdjęte, fotoradary wciąż działały według starego limitu. Efekt? Niemal tysiąc kierowców otrzymało mandaty za przekroczenie prędkości, która formalnie już nie obowiązywała. Po nagłośnieniu sprawy Dyrekcja Dróg i Autostrad (ŘSD) przyznała się do pomyłki, przeprosiła i zapowiedziała zwrot niesłusznie wystawionych kar.
Mandaty za prawidłową jazdę
Ograniczenie prędkości na fragmencie obwodnicy Frydka-Mistka wprowadzono w lutym tego roku decyzją Urzędu ds. Transportu i Energii (DESÚ). Powodem był zbyt wysoki poziom hałasu generowanego przez uszkodzone dylatacje mostowe. Zredukowano wówczas dozwoloną prędkość z 130 km/h do 100 km/h. Równocześnie na odcinku zamontowano radary, które miały egzekwować nowe przepisy i kontrolować, czy kierowcy faktycznie zwalniają. Oczywiście ci, którzy tego nie zrobili, dostali mandaty.
Latem, gdy tymczasowe naprawy konstrukcji zostały zakończone, ŘSD zdecydowało o powrocie do wcześniejszego limitu 130 km/h. I tu pojawił się kluczowy problem. Drogowcy usunęli znaki z ograniczeniem prędkości dzień wcześniej, niż przestano rejestrować wykroczenia przez radary. W praktyce oznaczało to, że kierowcy jadący zgodnie z nowymi zasadami – czyli szybciej – nadal byli uznawani przez system za łamiących prawo. Według portalu Novinky, fotoradary zarejestrowały około tysiąca przypadków przekroczenia prędkości w tym krótkim, feralnym okresie. ŘSD szybko zorientowało się, że popełniło błąd i przyznało się do winy..
To wyjątkowa sytuacja, do której, o ile wiem, nigdy wcześniej nie doszło. Można to nazwać błędem ludzkim. Przepraszamy wszystkich, których to dotknęło. Wprowadziliśmy już nowe procedury, aby podobne pomyłki się nie powtórzyły – powiedział rzecznik Dyrekcji, Jan Rýdl w rozmowie z czeskimi mediami.
Czytaj też: Autostrada w koronach drzew. Za miesiąc otworzą najdłuższy wiadukt w kraju
Z informacji przekazanych przez przedstawicieli czeskiej Dyrekcji wynika, że do odpowiednich urzędów trafi pismo precyzujące okres, w którym wystawione mandaty były niezgodne z obowiązującymi przepisami. Ci, którzy już zapłacili karę, otrzymają zwrot pieniędzy. Pozostałe postępowania zostaną anulowane, a kierowcy oficjalnie poinformowani o unieważnieniu grzywien.
Co dalej z obwodnicą Frydka-Mistka?
Eksperci od bezpieczeństwa ruchu zwracają uwagę, że podobne incydenty osłabiają zaufanie kierowców do instytucji publicznych. Mandaty mają działać prewencyjnie i dyscyplinująco, jednak gdy są wystawiane niesłusznie, tracą swój autorytet. Po wpadce z fotoradarami Dyrekcja Dróg i Autostrad zapowiada, że wdroży nowe standardy komunikacji między działami odpowiedzialnymi za utrzymanie oznakowania i systemy monitorujące ruch. Chodzi o to, by w przyszłości nie dochodziło do podobnych nieporozumień między ekipami zdejmującymi znaki a obsługą urządzeń rejestrujących.
Na tym jednak historia się nie kończy. Choć sierpniowe podniesienie limitu prędkości przywróciło normalny ruch, to problem z dylatacjami mostowymi nie zniknął. Jesienią ruszyły właściwe prace remontowe, które mają definitywnie rozwiązać kwestię hałasu i bezpieczeństwa konstrukcji. Od połowy na obwodnicy ponownie obowiązuje ograniczenie prędkości oraz ruch wahadłowy, po jednym pasie w każdą stronę. Prace prowadzi firma Strabag, a ich koszt szacowany jest na około 42,6 mln koron, czyli niecałe 7,5 mln złotych.
Czytaj też: Czechy – dobry kierunek dla biznesu
Najpierw roboty prowadzone są w kierunku Czeskiego Cieszyna, następnie przeniosą się na pas w stronę Ostrawy. Kierowcy powinni więc uzbroić się w cierpliwość. Przez kilka miesięcy jazda tym odcinkiem będzie wolniejsza i bardziej uciążliwa. Harmonogram przewiduje bowiem zakończenie remontu do końca marca przyszłego roku. Miejmy nadzieję, że po jego zakończeniu podobna sytuacja z fotoradarami się nie powtórzy.
Znajdziesz nas w Google NewsLimity prędkości na autostradzie zwiększone! Tu pojedziesz 150 km/h





