LOT chce przewozić 28 milionów pasażerów rocznie. Na razie przewozi 10 mln
Rozwój LOT do 2035 roku: ambitne plany, rosnąca flota i niepewna przyszłość
PLL LOT zapowiada duże ambicje na najbliższą dekadę: niemal potrojenie liczby pasażerów, podwojenie floty i ekspansję na trasach dalekiego zasięgu. Tyle że konkretnej strategii jeszcze nie ma – oficjalny dokument dopiero ma się pojawić. Na razie znamy jego szkic, zaprezentowany pod koniec czerwca podczas posiedzenia sejmowej Komisji Infrastruktury. To wystarczyło, by wywołać szum. I pytania: czy LOT rzeczywiście może urosnąć aż tak bardzo? I czy ma narzędzia, żeby to udźwignąć?
Flota – liczby się zgadzają, pytanie czy reszta też
Zgodnie z przedstawionymi założeniami, w 2035 roku LOT ma przewozić niemal 28 milionów pasażerów. To niemal trzykrotnie więcej niż obecnie – w 2024 roku wynik sięgnął 10,7 mln osób. Taki wzrost wymaga nie tylko większej liczby tras, ale przede wszystkim większej liczby samolotów. LOT zapowiada więc rozbudowę floty z obecnych 86 do aż 179 maszyn w 2035 roku.
Najwięcej – bo aż 84 – ma być Airbusów A220, które mają obsługiwać trasy regionalne i europejskie. Do tego dochodzi 57 samolotów wąskokadłubowych i 38 szerokokadłubowych – w tym kolejne Dreamlinery. W sumie: więcej samolotów, większa przepustowość, większy zasięg. Tyle że to tylko połowa równania.
Dostawy nie będą natychmiastowe. Do końca 2026 roku LOT ma odebrać 13 Boeingów 737 MAX 8. Dwa dodatkowe Dreamlinery mają dołączyć do floty w podobnym horyzoncie czasowym. To oznacza, że realny przyrost floty będzie stopniowy, rozłożony na kilka lat. Nie ma tu mowy o „zmasowanym uderzeniu” – raczej o metodycznym zbieraniu punktów.
Ambitne plany na wzrost
Aby osiągnąć pułap 28 milionów pasażerów rocznie, LOT musiałby notować średni roczny wzrost na poziomie ok. 9,1%. To bardzo dużo – nawet jak na dynamicznie rosnącą linię lotniczą. W najlepszym okresie, między 2016 a 2019 rokiem, LOT zwiększył przewozy z 5,5 do 10 mln pasażerów. Był to efekt korzystnych warunków: dobrej koniunktury, mobilności obywateli, taniego paliwa i ograniczonej konkurencji w regionie.
Obecnie sytuacja jest trudniejsza. Mamy niestabilność geopolityczną, presję klimatyczną, problemy z dostępnością pilotów i mechaników, drogie paliwo, konkurencję ze strony tanich linii i duże niewiadome dotyczące infrastruktury. Innymi słowy: wszystko to, co może spowolnić tempo wzrostu, już się dzieje – albo zaraz się zacznie.
W dodatku LOT nadal nie jest przewoźnikiem z wyraźnie zdefiniowaną tożsamością. Nie działa w modelu typowego taniego przewoźnika, ale też trudno go uznać za pełnokrwistego gracza sieciowego. Skacze między segmentami, przez co trudno powiedzieć, kto tak naprawdę jest jego klientem docelowym.
Centralny Port Komunikacyjny jako wielka niewiadoma
W planach przedstawionych na Komisji Infrastruktury zakłada się, że kluczowym momentem dla rozwoju LOT-u będzie otwarcie Centralnego Portu Komunikacyjnego – planowane obecnie na 2032 rok. To właśnie wtedy flota ma przekroczyć próg 130 maszyn, a siatka połączeń ma zacząć rosnąć skokowo. Bez CPK rozwój miałby się zatrzymać na poziomie, którego warszawskie Lotnisko Chopina fizycznie nie obsłuży.
Tyle że na dziś CPK jest projektem politycznym z niejasnym harmonogramem, bez konkretnych decyzji wykonawczych i z dużym ryzykiem opóźnień. W tej sytuacji budowanie strategii w oparciu o coś, co może się przesunąć o kilka lat – albo w ogóle nie powstać w zakładanym kształcie – wygląda na hazard. A o tym, że CPK może być za małe już w dniu otwarcia wiedzą nawet w PPL.
Jeśli CPK nie ruszy w planowanym terminie, LOT może stanąć przed ścianą: z nową flotą, bez wystarczającej przepustowości i bez możliwości rozwoju połączeń długodystansowych. Alternatywy – czyli Radom, Modlin czy Katowice – nie oferują porównywalnego potencjału.
Ta strategia może być zbyt ambitna, ale może właśnie o to chodzi. O to, żeby była zbyt ambitna, ale żeby dążyć do jej realizacji tak, by wynik był jak najlepszy. Jeśli LOT przewoziłby 28 mln pasażerów w 2035 roku, to wówczas CPK już w dniu otwarcia będzie za małym lotniskiem, gdyż w 2032 roku (o ile nie będzie opóźnień) lotnisko będzie miało maksymalną przepustowość 34 mln pasażerów. Niemniej nawet jeśli LOT nie osiągnąłby tego wyniku, to CPK w tej konfiguracji prawdopodobnie i tak będzie za małe i należy się spodziewać w niedalekiej przyszłość aktualizacji założeń. Pytanie, czy to nie wpłynie na opóźnienie realizacji projektu?
Przed LOT-em wiele wyzwań, a strategia wydaje się bardzo ambitna. Bez CPK jej realizacja będzie jednak niemożliwa.
Znajdziesz nas w Google News





