E-commerce

Po co komu logistyka, kiedy świat się pali?

Niespodziewany wybuch pandemii koronawirusa nieodwracalnie zmienił życie ludzkości i wpłynął na sposób funkcjonowania wielu  przedsiębiorstw. Dla jednych kolejne lockdowny i związana z nimi niepewność wiązały się z utratą klientów i kontraktów, które w konsekwencji doprowadziły do bankructw. Dla innych, na przykład przedsiębiorstw z branży medycznej i ochrony zdrowia, pandemia przyczyniła się do wzrostu popytu oraz możliwości wykreowania i sprzedaży nowych produktów. Warto zastanowić się zatem, jak trwające ciągle pandemia koronawirusa wpłynęła przedsiębiorstwa z branży logistycznej.

Punktem wyjścia do rozważań na ten temat jest rola, jaką logistyka odgrywa w przedsiębiorstwach. Jeszcze kilka lata temu, przed wybuchem pandemii, kluczową rolą w fabrykach odgrywała najczęściej produkcja. Menedżerowie skupiali się na podnoszeniu wydajności, redukcji czasów przezbrojeń oraz podnoszeniu jakości głównie w tym obszarze. Cele te realizowane były na przykład przez skupione na zmianie kultury organizacyjnej, projekty budowania kultury Lean Management.

Zobacz także: Logistyka – co to takiego? Kilka słów o transporcie i dystrybucji towarów

Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że europejskie fabryki w wielu przypadkach pełniły w tym czasie częściej rolę montowni, niż zakładów produkcyjnych w klasycznym znaczeniu. Produkcja podzespołów i komponentów została bowiem przeniesiona na Daleki Wschód, a przedsiębiorstwa dążyły do pracy w systemie Just In Time, w którym materiały do produkcji dostarczane były często niemal bezpośrednio z kontenera na linię montażową.

W tak zorganizowanym łańcuchu dostaw logistyka była najczęściej traktowana jako funkcja „służebna”, zmierzająca do zaspokojenia potrzeb produkcji. Jako że magazyn był nierzadko postrzegany jako miejsce generowani kosztów, a nie źródło przewagi konkurencyjnej, usprawnienia w tym obszarze skupiały się najczęściej na redukcji zapasów lub nakładów ponoszonych na procesy magazynowe.

Pandemia wywróciła jednak odchudzone i skonstruowane w ten sposób łańcuchy dostaw do góry nogami. Zamknięcie granic i kolejne lockdowny przerwały ciągłość zaopatrzenia. Oznaczało to konieczność zamknięcia fabryk, gdyż stałość produkcji zachować mogły tylko przedsiębiorstwa, które miały zbudowane zapasy. Naturalnym zjawiskiem, jakie wystąpiło po zniesieniu wspomnianych obostrzeń, było masowe zamawianie surowców, komponentów i wyrobów gotowych z fabryk ulokowanych na Dalekim Wschodzie. Poza kilkunastokrotnym wzrostem cen frachtów morskich działania te przyczyniły się w naturalny sposób do wzrostu cen. To z kolei spotęgowało galopującą inflację.

Zobacz także: Ranking największych firm logistycznych w Europie. Kto zdominował rynek?

Równoległym zjawiskiem gospodarczym, destabilizującym dodatkowo światowe rynki, był kryzys na rynku półprzewodników. Uzależnienie społeczeństw od elektroniki, objawiające się choćby we wbudowywaniu chipów i routerów Wi-Fi nawet do najprostszych urządzeń AGD w połączeniu z faktem, że niezbędne do nich komponenty produkowane są zaledwie w kilku farbkach na świecie, doprowadziły do braków tychże komponentów. Uniemożliwiło to produkcję samochodów i przyczyniło do wzrostu cen urządzeń, bez których Europejczycy, czy Amerykanie nie wyobrażają już sobie życia.

Gwoździem do trumny koncepcji oparcia europejskich i amerykańskich gospodarek na dostawach z Dalekiego Wchodu były konsekwencje zablokowania w marcu 2021 roku Kanału Sueskiego przez kontenerowiec Ever Given. Kilkudniowe zamknięcie kanału przełożyło się bowiem na wielotygodniowe zamknięcia fabryk z powodu braku komponentów i surowców do produkcji.

Jak opisana wyżej sytuacja wpłynęła na rolę logistyki w łańcuchach dostaw?

Po pierwsze, załamania globalnych łańcuchów dostaw wpłynęły na decyzje części przedsiębiorstw o przeniesieniu zakładów produkcyjnych na Stary Kontynent. To z kolei w naturalny sposób napędza szeroko pojętą branżę logistyczną. Powstaje zapotrzebowanie na nowe, dobrze wyposażone obiekty magazynowe oraz wykwalifikowany personel do ich obsługi.

Po drugie, nie bez znaczenia dla logistyki jest gwałtowny wzrost sprzedaży na rynku e-commerce. Nieustanne lockdowny, obostrzenia i ryzyko zarażenia się nieodwracalnie zmieniły zachowania zakupowe i przeniosły klientów do Internetu. Z punktu widzenia logistyki oznacza to odejście od procesów nastawionych na przyjmowanie i wydawanie palet na rzecz szybkich wydań sztukowych oraz gotowości do przyjmowanie i przetwarzania dużych ilości zwrotów. Dla branży oznacza to dalszy wzrost zapotrzebowania na nowoczesne, zautomatyzowane magazyny oraz wysoko wykwalifikowany personel.

Zobacz także: Rosyjski samolot przeleciał nad Polską pomimo sankcji. Dlaczego?

Kolejnym aspektem, który nie może przejść niezauważony, jest zmiana roli zapasów. W ubiegłym stuleciu opracowano dziesiątki metod mających na celu minimalizację poziomu zapasów, przy możliwie wysokim poziomie dostępności dla klientów. Metody te operacją się o  analizy historii lub prognozy sprzedaży. Powstaje zatem pytanie, czy w czasach, kiedy fabryki stoją z powodu braku komponentów, a przyszłość jest nieprzewidywalna, metodyczne zarządzanie zapasami ma sens. Na konferencjach i w czasopismach branżowych do głosu dochodzą eksperci, którzy głoszę, iż stosowana dotychczas koncepcja Just-in-Time przeszła już do historii.

Naturalną odpowiedzią rynków na wspomniane zjawiska jest bowiem tendencja do budowania wysokich poziomów zapasów na zasadzie Just in Case. Oznacza to, że decyzje o poziomach zapasów nie są podejmowane przez działy specjalizujące się w planowaniu i zarządzaniu zapasami, lecz działy zakupów. Presja na zakupy w dużych partiach ciągle potęgowana jest przez braki w dostępności surowców i komponentów, ze szczególnym uwzględnieniem przewodników oraz wzrosty cen i frachtów morskich. Doprowadziło to wystąpienia tzw. efektu byczego bicza – czyli spotęgowały sztuczny popyt i niedobory na rynku.

Należy zadać sobie pytanie, czy jest to jednak słuszna strategia. Prognozuje się, że za kilka miesięcy rynek nasyci się już samochodami, elektroniką i innymi produktami, na które obecnie jest nadmierne zapotrzebowanie.

Jeśli te prognozy się sprawdzą, część przedsiębiorstw, które obecnie budują zapasy na podstawie surowców i komponentów, które są dostępne, a nie te, które są potrzebne, zostanie z magazynami pełnymi nierotujących zapasów.

Zobacz także: Wojna w Ukrainie a Polska: rosyjska agresja wpłynie na inflację i koszty obsługi długu

Na koniec naszych rozważań warto przyjrzeć się opisywanej wcześniej nierównowadze pomiędzy rolą logistyki i produkcji w przedsiębiorstwach. Zatrzymanie dostaw z Dalekiego Wschodu pokazało, że kluczem do sukcesu nie jest redukcja kosztów wynikająca z ousourcingu i odchudzania produkcji, lecz elastyczność łańcuchów dostaw, rozumiana, jako zdolność do szybkiej adaptacji do sytuacji rynkowej. Bez surowców i komponentów nawet najlepiej zorganizowany dział produkcji nie jest w stanie dostarczyć na rynek wymaganych dóbr. Konstatację ta wydaje się oczywista, choć doświadczenia rynkowe wskazują, że część firm, patrząca krótkoterminowo wyłącznie z perspektywy czasów pandemii zdaje się odsuwać od siebie tę myśl, koncentrując swoje wysiłki wyłącznie na gromadzeniu zapasów dostępnych w danym momencie surowców w możliwie niskich cenach.

Firmy, które rozważają swe ruchy w długoterminowej perspektywie, jednoczą siły ekspertów od produkcji, zakupów i logistyki we wspólnym celu, jakim jest elastyczne reagowanie na potrzeby i otoczenie rynkowe. Ich wysiłki skupiają się na opracowaniu i wdrożeniu procesu Sales and Operations Planning, w ramach którego plany sprzedażowe konfrontowane są nie tylko z mocami produkcyjnymi, ale również dostępnością powierzchni magazynowych i komponentów. W praktyce oznacza to, że logistyka coraz szybciej buduję swoją rolę w organizacjach, a osoby odpowiedzialne za łańcuchy dostaw zapraszane są do zarządów. Gdy świat się pali logistyka nie jest już postrzegana jako koszt, lecz źródło przewagi konkurencyjnej.

Radosław Śliwka
Smart Project

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button