Info z rynkuLotniczy

Koniec tanich lotów z Ryanair? Zwolnienia personelu i cięcia etatów

W jaki sposób linie lotnicze mogą przetrwać obecny kryzys związane z pandemią? Na te pytania postarał się odpowiedzieć Michał Kaczmarzyk, dyrektor Ryanair na Polskę oraz prezes linii Buzz. W rozmowie z Money.pl omówił strategię spółki oraz plany rozwojowe, a także zasugerował dysproporcję między pomocą publiczną dla linii państwowych a liniami prywatnymi.

Pandemia COVID-19 dotknęła branżę lotniczą w sposób, którego nie przewidzieli najbardziej pesymistyczni eksperci. Dziesiątki linii upadło w ciągu zaledwie roku od pierwszych przypadków wirusa w Chinach. Firmy państwowe, takie jak Air France, British Airways, czy też LOT otrzymały miliony złotych dotacji, aby tylko przetrwać kryzys.

Tymczasem według danych, najlepiej trzymają się przewoźnicy niskokosztowi, tacy jak WizzAir oraz Ryanair, którzy mieli zapas środków finansowych. Ich model biznesowy był uproszczony w porównaniu do standardowej oferty lotniczej. Dodatkowo linie typu LCC (low cost carriers) wybierają mniejsze, regionalne lotniska, dzięki którym płacą o wiele mniejsze stawki postojowe. Z tego powodu na przykład Ryanair wybrał lotnisko Modlin, zamiast Chopina.

Neutralne klimatycznie połączenie lotnicze cargo z Europy do Azji

Według Michała Kaczmarzyka Ryanair nie zwalnia tempa. Co więcej, już teraz dzięki ogólnemu wzrostowi szczepień, planuje nowe trasy wakacyjne:

Wśród nowych wakacyjnych kierunków, które planujemy uruchomić z Modlina, są: Katania, Bari, Rodos, Zakyntos oraz Zadar. Z Krakowa polecimy na Santorini oraz Kretę. Z Gdańska – również na Santorini i Kretę oraz do Zadaru. Z Wrocławia natomiast będą loty do Zadaru, na Korfu, do Lwowa oraz na Mazury.

Niestety okazuje się, że turyści mogą zapomnieć o biletach za złotówkę. Jak przewiduje Kaczmarzyk, najtańsze połączenia w jedną stronę będą kosztować 89 zł, czyli i tak mniej niż u tradycyjnych linii lotniczych.

Ryanair wychodzi z kryzysu dzięki swoim oszczędnościom

W rozmowie z Money.pl przekazał również, że w całej branży, to właśnie Ryanair wyszedł obronną ręką z kryzysu. Było to możliwe dzięki sporemu nadmiarowi oszczędności, które były wygenerowane na przestrzeni ostatnich lat:

Grupa prognozuje na koniec roku finansowego (zakończonego w marcu 2021) stratę w wysokości pomiędzy 800 a 850 mln euro.

Warto jednak zaznaczyć, że wiele linii lotniczych traci o wiele więcej pieniędzy w ciągu kwartału. Jest to spowodowane wysokimi kosztami leasingu oraz opłatom lotniskowym, które nie zostały obniżone mimo trwającego kryzysu. Firma posiadała aż 4 mld EUR gotówki, dzięki czemu była w stanie na bieżąco opłacać zobowiązania finansowe.

Nie zmienia to jednak faktu, że również tę firmę spotkała fala zwolnień grupowych i cięcia etatów.  Jak wynika z oświadczenia prezesa firmy, w ciągu całego roku biznesowego zwolniono 8 proc. pilotów i 15 proc załogi. Grupa obniżyła również wynagrodzenia pilotów od 10% do 20%.

Z kolei dyrektor Ryanair stwierdził, że firma jest negatywnie nastawiona do pomocy publicznej. Twierdzi, że w tym zakresie powinny zostać wprowadzone zmiany, które normowałyby rynek oraz niwelowałoby różnicę wsparcia finansowego spółek państwowych:

[…] pomoc państwa co do zasady nie jest dystrybuowana sprawiedliwie i część rynku została wyłączona z możliwości skorzystania z niej. Pytanie, dlaczego część rynku, w tym Ryanair, nie może z niej skorzystać? Otóż dlatego, że rządy kierują swoją pomoc do konkretnych firm i nie są zainteresowane wspieraniem wszystkich przewoźników operujących na danym rynku. Siłą rzeczy prywatne i międzynarodowe firmy są z pomocy eliminowane, pomimo iż bardzo często to one kształtują rynek. Ta pomoc, którą otrzymały linie lotnicze w ostatnim roku, jest niespotykana w skali gospodarki, mówimy bowiem o dziesiątkach miliardów euro. Co też jest istotne, otrzymali ją przewoźnicy, którzy są ratowani przez rządy średnio co kilka lat. Za każdym razem, kiedy pojawia się jakiś kryzys, te same firmy wyciągają rękę po pieniądze.

Ryanair przetrwa kryzys COVID-19 bez względu na sytuację w branży?

Michał Kaczmarzyk stwierdził także, że firmy państwowe bez wsparcia z budżetu krajowego, nie miałyby prawa wytrzymać konkurencji. Tymczasem firmy prywatne nie mają tego problemu, ponieważ są lepiej dostosowane do potrzeb klienta oraz wybierają tańsze lotniska regionalne i przesiadkowe.

Według niego jest to bardzo dziwne, że wiele firm państwowych nie potrafiło oszczędzić przed kryzysem, ale wolało wydawać ogromne sumy pieniędzy na rozrost. Kiedy jednak doszło do kryzysu, to te same firmy nie były w stanie operować raptem po miesiącu, lub dwóch braku płynności.

Tym bardziej że linie państwowe mają duże środki na możliwość stacjonowania na slotach, czyli m.in. prawa do korzystania z lotniska o określonych godzinach:

Ile razy dotychczas LOT, Air France czy Alitalia były zasilane publicznymi pieniędzmi? Każda z tych linii przynajmniej po kilka razy. I nie ma efektu, przychodzi kryzys i one znowu potrzebują wsparcia państwa. […] Bo każda z linii, która dostaje dzisiaj miliardy od rządów, siedzi na slotach wartych miliony euro. Nikt nie każe im się tymi slotami podzielić z rynkiem, chociaż już dawno powinny były stracić do nich prawa.

Lotnisko w Modlinie zostaje odcięte od pieniędzy. PPL nie zgadza się na zewnętrznego inwestora

Prezes Kaczmarzyk wskazał również, że mimo kryzysu w branży dalej grupa optymistycznie patrzy w przyszłość. Nie rezygnuje również z lotniska w Modlinie, w który zainwestowała dużo czasu i środków. Kaczmarzyk twierdzi bowiem, że powyższy port ma doskonałą lokalizację i jest znany wśród turystów. Z tego powodu firma nie zamierza z niego rezygnować, ani teraz, ani w przyszłości.

Źródło: Money.pl

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button